Mamy do czynienia z tekstami mówiącymi o 48 skrzyniach, około 10 ton - mówił prezes fundacji Roman Furmaniak, w rozmowie z Radiem Opole. Transport miał wyjechać z Wrocławia. Złoto miało być depozytami miejscowej ludności, która składała złoto w Reichsbanku.

Reklama

Historia "Dziennika wojennego"

Fundacja Śląski Pomost otrzymać miała od niemieckiej organizacji chrześcijańskiej Quedlinburger. Ta w posiadanie dziennika miała wejść dzięki potomkowi jednego z żołnierzy, którzy pod koniec wojny brali udział w ukrywaniu kosztowności. Strona niemiecka przekazała te dokumenty już 2008 roku - mówił Radiu Opole Furmaniak. Jak dodał, droga do tego, abyśmy rozpoczęli prace, była bardzo długa.

"Dziennik wojenny" liczy ponad 500 stron. Jego autorem ma być SS-man Egon Ollenhauer. Bardzo prawdopodobne, że był pomocnikiem ówczesnego głównego konserwatora zabytków Dolnego Śląska. Tego samego, który przygotował tak zwaną "listę Grundmanna", spis miejsc, w których Niemcy zdecydowali się ukryć dobra kultury.

Miejsca, w których mają być ukryte skarby, są opisane dość szczegółowo. Podanych jest 12 lokalizacji. 11 na Dolnym Śląsku i właśnie pałac w Minkowskich na Opolszczyźnie w powiecie namysłowskim. W sumie jednak naziści ukryć mieli ponad 300 ton złota, artefaktów religijnych i dzieła sztuki. W jednej z kryjówek na Dolnym Śląsku ma znajdować się 47 obrazów takich malarzy jak Rembrandt, Rubens, Caravaggio, Monet, Rafael Santi, Botticelli i Cezanne.

Poszukiwania skarbu

Jak mówi Roman Furmaniak, na pałac w Minkowskich wskazują nie tylko zapiski "Dziennika wojennego" ale również historie opowiadane przez kobietę, która była wybranką oficera SS o nazwisku von Stein. To właśnie ona przed śmiercią wskazała pałac przedstawicielom fundacji.

Akcja prowadzona jest za zgodą Ministerstwa Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu. Jeśli poszlaki z dokumentów okażą się prawdziwe, skarb stanie się własnością państwa polskiego. edług informacji przekazanych przez fundację, strona niemiecka nie rości sobie do niego żadnych pretensji.