Polska gwałtownie się wyludnia
Piotr Wróblewski: Z badań, które pani przygotowała, wyłania się nawet nie negatywna, ale wręcz fatalna wizja przyszłości. Polaków będzie coraz mniej. Czy to – pani zdaniem – efekt tego, że staliśmy się zamożniejsi i dotykają nas te same problemy co kraje Europy Zachodniej?
Dr Izabela Rudzka, SGH, autorka raportu „Mieszkalnictwo a dzietność”: Po części ma pan rację. Pod względem wzrostu gospodarczego, twardych danych ekonomicznych, jesteśmy w Europie dość wysoko plasowani. Z drugiej strony w badaniach wybrzmiała jedna rzecz, która nie powtarza się w wielu krajach Unii Europejskiej.
Nie mamy stabilizacji, jeżeli chodzi o opiekę nad dziećmi czy możliwość powrotu do pracy. Ostatnio pewne linie lotnicze – to dane z pierwszej ręki – zwolniły 150 osób, głównie stewardess, proponując, by młode dziewczyny przeszły na umowę B2B. Jak w takiej sytuacji myśleć o posiadaniu potomstwa?
Czyli problemem ciągle jest rynek pracy?
Rynek pracy, brak ochrony kobiet czy brak stabilizacji osób, które chciałyby posiadać potomstwo. Wiele osób wciąż nie pracuje w oparciu o umowę o pracę albo dostaje najniższą krajową. A jeżeli już pracują na etat, to często bez umowy na czas nieokreślony.
Rządzący od lat mówią, że poprzez szereg zmian rynek pracy jest bardziej chroniony. Chodzi np. o ograniczanie – teoretycznie – umów śmieciowych.
Teoretycznie powinno się to zmieniać na lepsze, ale statystyki są nieubłagane – jest coraz gorzej. Mało tego, analizując rynek pracy głębiej, można wskazać wiele rzeczy, które się nie układają.
To znaczy?
Na przykład osoba, która chce wyjść z kryzysu bezdomności i ubiega się o mieszkanie treningowe, musi być zatrudniona na umowę o pracę. Musi wpisać, ile zarabiała. A to często osoby, które nie mają stałego zatrudnienia. Jeżeli zarabiają, to gdzieś doraźnie, bez umowy.
Takich sytuacji jest wiele. To wszystko nie tworzy spójnego, całościowego systemu.
Młodzi marzą o mieszkaniu
Z badania, które przeprowadziła pani z prof. Bryxem, wynika, że dla 2/3 młodych ludzi barierą przed zakładaniem rodziny jest niestabilna sytuacja mieszkaniowa.
Stabilizacja mieszkaniowa jest podstawą, żebyśmy mogli myśleć o czymś więcej niż codzienne sprawy, choćby o założeniu rodziny czy posiadaniu potomstwa – badania to potwierdzają.
Gdy pytaliśmy o korelację związku i mieszkania, to panowie w większości odpowiadali, że ich zdaniem posiadanie mieszkania zwiększa szanse na znalezienie partnerki.
To pokazuje, jak ważna jest to sprawa. Porównując to do drzewa – żeby rosło, musi mieć korzenie. I właśnie mieszkanie jest tym korzeniem. Później są oczywiście kwestie psychologiczne, relacje w związku itp.
Co powinna zrobić Polska? Jak rozwiązać problem mieszkaniowy?
Mieliśmy na przestrzeni lat różne pomysły polityków, jak pomóc młodym ludziom w znalezieniu pierwszego mieszkania. One zawsze kończyły się porażką: zarówno Mieszkanie Plus, jak i dopłaty do kredytów. Jaki kierunek – pani zdaniem – powinno zaproponować ministerstwo czy politycy?
Przede wszystkim nie powinniśmy kierować się programami, które funkcjonują w Unii Europejskiej. Kraje zachodnie są na innym poziomie, mają zupełnie inne uwarunkowania czy potrzeby.
My mamy swoje możliwości. Z badań jasno wynika, że Polacy chcą mieszkać we własnym mieszkaniu, a Europa Zachodnia (np. Niemcy czy Austria) wybiera najem. Wynika to z historii, ale też z poczucia stabilizacji. Dla nich najem można porównać do otrzymania mieszkania z zakładu pracy – co pamięta poprzednie pokolenie.
W Polsce każdy ma świadomość, że mieszkanie to kapitał, który potem przekazujemy dzieciom. Po drugie, daje ono poczucie stabilności. Z własnego mieszkania nikt nas nie wyrzuci. A jeśli zrobi się naprawdę źle, będziemy mogli je sprzedać.
Myślę, że powinniśmy stworzyć program odpowiedni do polskich warunków i możliwości.