Wczesnym rankiem z Gdyni i Gdańska wyruszyło w sumie pięć autokarów. W Warszawie chcą bronić miejsc pracy w gdyńskiej Stoczni Marynarki Wojennej. z liczącej tysiąc pracowników załogi. Dla związkowców to praktyczna likwidacja zakładu.
Pierwszy autokar pod Ministerstwem Obrony Narodowej pojawił się po godz. 11. To tam najpierw skoncentrował się protest. Od razu odezwały się trąbki i syreny. Wznoszono hasła: "Nie chcemy zasilać rzeszy bezrobotnych", "Żądamy dialogu o przyszłość stoczni". Spod MON-u związkowcy przeszli pod .
Te jednak są minimalne. Fatalna sytuacja zakładów to wynik cięć rządowych spowodowanych kryzysem. , a to jedyne źródło dochodów stoczni. Rozżalenie stoczniowców pogłębia fakt, że zwolnienia nie są z nimi konsultowane, a odchodzący z pracy , takich jak stoczniowcy ze Szczecina i Gdańska.
W obronę zakładów obiecał zaangażować się , szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Ma rozmawiać o przyszłości zakładów.z ministrem obrony narodowej Bogdanem Klichem.
Sam zakład też próbuje sobie poradzić w nowej sytuacji. Czeka na postępowanie układowe z wierzycielami i .