Przed domem Donalda Tuska w Sopocie wyrosło miasteczko namiotowe. Tam stoczniowcy z Gdańska czekają na premiera. Chcą zmusić go, by ratował ich miejsca pracy. Szefa rządu nie ma w domu, ale związkowcom i tak puszczają nerwy. Pokłócili się z sąsiadami Tuska. Padły mocne słowa.
- rzucił jeden z okolicznych mieszkańców do stoczniowców, którzy rozbijali na trawniku namioty. - usłyszał w odpowiedzi.
"To nic nie da, te zakłady są nierentowne" - przekonywała sąsiadka Donalda Tuska, komentując protest robotników. "Dla mnie to mogą protestować, jestem tolerancyjna, choć chyba nie jest to najlepsze miejsce. " - dodała.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl