W tym samym czasie twój operator kusi cię mercedesem, ulubiona stacja radiowa obiecuje 40 tysięcy w gotówce, a lokalna gazeta zachęca do głosowania na najlepszego strażaka w regionie i remizę roku. Atrakcyjna nagroda jest w zasięgu ręki. Wystarczy sięgnąć po komórkę.

Reklama

"To sms-owa plaga, ale biznes lepszy niż na jednorękich bandytach" - mówią nieoficjalnie pracownicy firm, które organizują sms-owe loterie.

Z wyliczeń ekspertów wynika, że Polacy wydają rocznie od 800 tys zł do 1 mld złotych na tzw. sms-y Premium. Jedna taka wiadomość kosztuje od 60 groszy nawet do 30 złotych. Około połowa tej sumy trafia do operatorów komórkowych. Resztę zgarniają organizatorzy sms-owych konkursów.

To już nie tylko dziesiątki firm zajmujących się ich technicznym zapleczem czy regulaminami, radiowe czy telewizyjne stacje ale też supermarkety, banki, portale, czy chociażby producenci chipsów. "Branża się rozwija i nie widać, żeby dotykał ją kryzys. Choć to mit, że wszyscy zarabiają na tym kokosy. Największymi beneficjentami są operatorzy komórkowi" - mówi Jakub Połeć ekspert rynku telekomunikacji z centrum im Adama Smitha.

O zyskach z sms-owych konkursów zainteresowani nie chcą mówić nic. "To tajemnica handlowa spółki" - słyszymy od Ery, Plusa i Orange. "Wie o tym tylko kilka osób w stacji" - twierdzi pracownik TVN. Telewizje nigdy nie ujawniały liczby sms-ów wysyłanych przez widzów, nawet jeśli spadała na nie lawina oskarżeń, że manipulują wynikami rozrywkowych show. "Za czasów <Big Brothera> można było mówić o kilkuset tysiącach, teraz zainteresowanie takimi formatami osłabło. Nawet w przypadku najbardziej popularnych show pieniądze z sms-ów nie pozwalają w całości sfinansować produkcji" - twierdzi Ryszard Sybilski, szef firmy Endemol, producent m.in. "Big Brothera". To właśnie w tym po raz pierwszy programie wykorzystano tą formę głosownia na uczestników. "W jednym z odcinków fala sms-ów była tak duża, że operatorzy nie zdążyli ich zliczać. Kilka godzin po zamknięciu głosowania trzeba było przywracać Klaudiusza, bo okazało się, że kilkaset tysięcy głosów dotarło po czasie" - dodaje Sybilski.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że z sms-owej sondy wprowadzonej niedawno w porgramie "Minęła 20" w TVP Info telewizja zgarnia miesięcznie 10 tys. złotych. Zyski dużych stacji idą w miliony.

"Każdy może zarobić" - mówi nam pracownik firmy r-design z Sosnowca, która sms-owe konkursy organizowała m.in. dla firmy Castrol, czy portalu e-polityka. Żeby sprawdzić, czy sms-owy biznes rzeczywiście każdemu się opłaca, dzwonimy tam jako lokalne radio z Rzeszowa. Przedstawiciel firmy od razu wykłada karty na stół. Jako rozgłośnia dajemy jedynie 2 tys. zł na start. Od każdego sms-a zgarniamy 40 proc. "Z naszych badań wynika, że przy dobrej promocji i nagłośnieniu loterii sms-y wysyła ok 10 proc. słuchaczy" - mówi pracownik firmy. "Powiedzmy, że naszej rozgłośni słucha ok 100 tys. osób, z sms-ów za 2,44 zł wyciągniemy prawie tysiąc złotych w ciągu jednego dnia konkursu, a ten można ciągnąć miesiącami".

A co z nagrodą? "Możecie się pozbyć gratisów, pewnie macie tam jakieś płyty, które dostajecie za darmochę, czy bilety na koncerty. Poza tym zawsze można znaleźć sponsora i zaproponować mu reklamy w zamian za pokrycie kosztów konkursu i zorganizowanie nagród" - tłumaczy pracownik. To firma napisze nam regulamin, zapewni numer i doradzi jak wypromować konkurs, żeby jak najwięcej słuchaczy sięgnęło po komórkę. Klienta, który już raz wyśle sms-a można przecież później nękać kolejnymi wiadomościami: "nagroda jest blisko", "prawie wygrałeś, spróbuj raz jeszcze".

W zeszłym roku przeciętny Kowalski wysłał 1026 sms. Łącznie dało to 45 mld sms-ów. Nie wiadomo, ile z nich to SMS Premium. Takie dane mają tylko operatorzy i nie zamierzają się nimi chwalić. Ale na rynku wciaż krążą opowieści o sms-owych rekordzistach, którzy w wyścigu po mercedesa, BMW czy apartament w stolicy nabijali telefoniczne rachunki nawet do 40 tysięcy złotych.