Pięć sekund i mogliby dziś żyć
Nie było awarii. Samolot nie wybuchł, bo gdy uderzył o ziemię, paliwo miało temperaturę poniżej zera. Poznaliśmy zapis czarnej skrzynki Tu-154M i znamy przebieg katastrofy. Wiemy, że ogon odpadł o 8:41:02,5 polskiego czasu, a pilotom zabrakło niespełna 5 sekund, by ocalić ludzi.
- Jest analiza sprzętu z rozbitego Tu-154
- Dlaczego nie przejęliśmy śledztwa od Rosji
- Nie wiadomo, gdzie jest telefon z tupolewa
- "Krzyczeli z ambon, kto powinien zginąć"
- Kaczyński zezna, o czym rozmawiał z bratem
- Pochowano urny z prochami ofiar katastrofy
- PiS przepytuje prokuratora ws. katastrofy
- Co usłyszał pilot od kontrolera lotniska?
- Wiemy, kto był w kokpicie. Co tam robił?
- Rozmowy pilotów. Potrzebny psycholog
- Kiedy zapisy skrzynek? Odpowiedź już blisko
- "Czekamy na nagrania czarnej skrzynki"
- Zapis czarnych skrzynek jawny? "Rząd rozważy"
Pogoda
POLSKA
Środa 2013-06-19

temp. min 7°C max. 32°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Polska czarna skrzynka Tu-154M została odczytana. Nie było awarii podzespołów samolotu. Prezydencki samolot, podchodząc do lądowania, leciał o 40 metrów za nisko. Pilotom zabrakło pięciu
sekund, by próba uratowania pasażerów się powiodła.
Godzina 8:41:02,5 polskiego czasu - dokładnie w tym momencie ogon samolotu, czyli statecznik pionowy z silnikami, odpada od maszyny. Półtorej sekundy później rozpędzony do prędkości około
290 km/h i obrócony o 180 stopni Tu-154M uderza dachem o ziemię. Przednia część samolotu, kokpit, salonka prezydencka i saloniki VIP-ów zostają rozerwane pod wpływem siły uderzenia. Druga
część maszyny została zgnieciona pod ciężarem tzw. centropłatu. Systemy Tu-154M przestają działać o 8:41:04. To czas katastrofy.
Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego takie dane odczytała już dwa tygodnie temu.
Samolot nie wybuchł, bo gdy uderzył o ziemię, paliwo miało temperaturę poniżej zera. W dodatku silniki oderwały się wcześniej. Tak ostatnie sekundy lotu prezydenckiego samolotu
zarejestrowała czarna skrzynka - dowiedział się "Dziennik Gazeta Prawna".
Dowódca załogi kpt. Arkadiusz Protasiuk, gdy zorientował się, że jest za blisko ziemi, próbował poderwać maszynę. Świadkowie przesłuchani przez rosyjską prokuraturę twierdzili, że
słyszeli wycie silników samolotu, gdy przelatywał on nad drogą. Wtedy silniki miały około 60 proc. swojej mocy. Ale Tu-154M na rozpędzenie ich do maksymalnej mocy potrzebuje około 10 sekund.
Gdy samolot przelatywał nad drogą, potrzebował jeszcze niespełna 5 sekund, czyli 400 metrów, by wzbić się z fazy lądowania z powrotem w powietrze.
Gdyby ten manewr się powiódł, samolot wylądowałby na brzuchu i być może część pasażerów by przeżyła. Jednak samolot uderzył o drzewo. Urwała się 1/3 lewego skrzydła. Wtedy już nie
było ratunku. Tu-154M zaczął się obracać dookoła własnej osi. Ścięte skrzydło zaczęło ryć ziemię. Ogon lecącej do góry nogami maszyny jako pierwszy zawadził o grunt.
Dane odczytane z polskiego rejestratora ATM-QAR (czarna skrzynka to nazwa umowna) nie dają odpowiedzi na najważniejsze pytanie: dlaczego piloci w ogóle podjęli decyzję o lądowaniu na oślep, we
mgle? To sprawdza polska prokuratura wojskowa. W tej chwili oskarżyciele stawiają dwie główne hipotezy.
Czytaj dalej >>>























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!