Tomasz Wróblewski mówił w Trójce, że MSZ usiłowało wywierać presję na "Rzeczpospolitą", kiedy pisany był tekst o wysłaniu przez resort PIT-ów dla białoruskich opozycjonistów pocztą. Na co dzień publikujemy wiele tekstów i materiałów, które odnoszą się do nieskuteczności czy błędów administracji państwowej, ale rzadko spotykamy się z taką presją i próbą wywierania nacisku - powiedział naczelny "Rz". 

O tym, że rzecznik MSZ dzwonił do redakcji "Rzeczpospolitej", domagając się wstrzymania publikacji, pisał na Twitterze autor tekstu, Cezary Gmyz. Rzecznik jednego z resortów dzwonił do moich szefów by zdjąć mój tekst. A złośliwcy dali go na front - napisał dziennikarz. I dodał: rzecznik MSZ pytał mnie - czy ma Pan świadomość, że zadzwonię do pańskich przełożonych i zrobię wszystko by ten tekst się nie ukazał?

Do sprawy odniósł się również sam Marcin Bosacki. Działając w ramach swych obowiązków, po otrzymaniu pytań red. Cezarego Gmyza, próbowałem przekonać Redakcję "Rz", że jej zarzuty są nieuzasadnione, a publikacja mogłaby szkodzić interesom państwa oraz środowiskom niezależnym na Białorusi - napisał w oświadczeniu, zamieszczonym na stronie internetowej MSZ. Żaden z uczestników (organizowanej w Warszawie konferencji, w której udział brali białoruscy opozycjoniści - przyp. red.) od lutego, gdy PiT-y wysłano, nie spotkał się z jakimikolwiek nieprzyjemnościami ze strony władz białoruskich. Zaś niektóre z osób, do których wysłano PIT-y na Białoruś potwierdzały MSZ, że nie mają nic przeciwko temu - dodał. 

Bosacki tłumaczył również, że telefonicznie informował Cezarego Gmyza, jak resort ocenia przygotowywany materiał, i że prosi o jego niepublikowanie. Miał argumentować, że może się ona stać orężem w oficjalnej propagandzie Łukaszenki. Gdy to nie przyniosło skutku, rzecznik - jak przyznał - skontaktował się z wicenaczelnym "Rz" Andrzejem Talagą, przedstawiając mu swoje argumenty i maila, którego przesłał do Gmyza.