Seria tekstów "Gazety Wyborczej" na temat działalności Aleksandra Kwaśniewskiego wywołała prawdziwą lawinę komentarzy. Dziennikarki "GW" najpierw ujawniły, że były prezydent doradzał Janowi Kulczykowi, a potem napisały o związku Kwaśniewskiego z dyktatorem Kazachstanu.

Politycy zastanawiają się, skąd ten atak gazety na byłego prezydenta. Wojciech Olejniczak z SLD stwierdził w rozmowie z dzisiejszym "Super Expressem", że "Wyborcza" postanowiła służyć PO. - Redaktorzy z ulicy Czerskiej w aktywności Aleksandra Kwaśniewskiego dostrzegli zagrożenie - boją się tego, że powróci do polityki i jako osoba popularna zmiecie konkurencję - mówi Olejniczak i dodaje, że takim działaniami redakcja tak na prawdę wspiera PiS.  

Z kolei Jacek Żakowski w dzisiejszym komentarzu dla "GW" pisze, że doradzanie rządom i firmom jest zajęciem w demokratycznym świecie powszechnym wśród polityków niepełniących publicznych funkcji.  - Powinniśmy być dumni, że dorobiliśmy się grupy polityków, od których inni chcą się uczyć modernizacji i transformacji - pisze Żakowski i broni Kwaśniewskiego.

Publicysta wylicza, że wśród doradców rządu chińskiego są nobliści, byli sekretarze stanu USA i europejscy premierzy. Zastrzega, przy tym, że gdyby ktoś dyktatorowi doradzał, jak mordować opozycję, byłoby to godne potępienia. - Ale autorki piszą, że Nazarbajewowi, którego nazywają "krwawym dyktatorem", Kwaśniewski doradza demokratyzację. Co złego w radzeniu krwawemu dyktatorowi, by przestał być krwawy i zerwał z dyktaturą?  - pyta publicysta.

Żakowski wbija też szpilkę autorkom publikacji, przypominając, że informację o współpracy Kwaśniewskiego z Kulczykiem ponad rok temu podała "Rzeczpospolita". - Zarzut lobbowania jest równie absurdalny. Autorki się oburzają, że Kwaśniewski pomaga Kulczykowi na Ukrainie. Polska jest jedynym krajem Zachodu, w którym poważny dziennik robi zarzut z tego, że duży krajowy biznes ma za granicą wsparcie polityka. W USA, we Francji czy w Niemczech autorki zabito by śmiechem.