BARBARA SOWA: Program to furtka do show-biznesu czy do biznesu - co cię bardziej kręci popularność czy pieniądze?

ŁUKASZ JAKÓBIAK: Jedno i drugie mnie kręci. W show-biznesie już jestem. A w biznes dopiero wchodzę - zacząłem prowadzić wykłady, współtworzę markę kosmetyków. Sam program też stał się dla mnie źródłem dochodu.

Ile zarabiasz na tym projekcie?

Tego nie powiem. Nie chodzi o sam program, ale o wszystko, co jest pochodną robienia "20m2". Prowadzenie eventów, wykładów - to wszystko jest możliwe dzięki popularności i kontaktom, jakie zyskałem tworząc show.

A co robiłeś zanim stałeś się gospodarzem talk-show w kawalerce?

Dużo różnych rzeczy – wspierałem promocję jednego z warszawskich klubów, później pracowałem w agencji PR, a potem w firmie prowadzącej projekty farmaceutyczne, gdzie organizowałem eventy i odpowiadałem za komunikację ze środowiskiem lekarskim. Nie wszyscy wiedzą też, że kiedyś, chcąc zdobyć pracę w jednej z wytwórni muzycznych wywiesiłem swoje wielkie CV. 

Czyli od początku miałeś parcie na szkło?

Nie uważam, żeby to było coś złego. Ale jeżeli chęć pojawiania się w mediach jest podyktowana tylko tym, by stać się rozpoznawalnym, to jest to strasznie nudne i na krótką metę. Dziś każdy może mieć swoje pięć minut. Przykładów jest wiele - jak chociażby dziewczyna, która ostatnio zaistniała w mediach, bo pokazała pośladki na imprezie "Playboya". Jestem przekonany, że ona za moment wystąpi na okładce, wbije się, poprowadzi jakąś imprezę albo zostanie jurorem przy mniejszym projekcie. Dopóki nikogo nie krzywdzi, to jest ok, choć uważam taką taktykę za zaniżanie poziomu. Sam - zanim pojawiłem się w mediach - miałem propozycję wzięcia udziału w reality show. Odmówiłem. Dla mnie taka popularność jest pusta, prosta i nic nie wnosi. Ja staram się motywować ludzi do działania, popularyzować swoje idee, a bycie znanym z tego, że jest się znanym, jest bez sensu .

Program to twój pomysł, czy agencji Public Relations, z którą współpracujesz?

Zarówno ja jak i moja agencja wielokrotnie podkreślaliśmy, że program jest w pełni moim pomysłem. Emisja pierwszego odcinka miała miejsce w maju, a współpracę z agencją rozpocząłem we wrześniu. Z Basią Sołtysińską, która prowadzi agencję przyjaźnię się od wielu lat i to też nigdy nie było tajemnicą.

Zarzucono ci jednak, że jesteś zwykłym produktem marketingowym.

Przyzwyczajam się do tego, że zaczynają się pojawiać różne zarzuty pod moim adresem. To dla mnie nowe wyzwanie i uczę się na nie uodparniać. Nie jestem produktem marketingowym, jestem byłem i zawsze będę sobą. Myślę, że ci, którzy mnie śledzą i widzą moje projekty mają tego świadomość i nie muszę nikomu niczego udowadniać.

Polakom trudno wierzyć w takie „success story”. Żeby zaistnieć potrzebna jest pomoc czy można to zrobić samemu?

Można wiele zrobić samemu chociaż trzeba też wiedzieć kiedy i z jakiej pomocy można skorzystać – czasem warto zwrócić się o wsparcie, do osób, które mają większą wiedzę i doświadczenie w niektórych obszarach.

Pan Staszek z Pcimia też ma szansę? Bez znajomości, kontaktów?

A skąd ja miałem kontakty? Nikt mi ich przecież nie dał. Sam je wypracowałem, bo nie mam sławnych rodziców, którzy przekazaliby mi telefon mówiąc: synku podzwoń sobie. Na początku też było mi trudno przekonać gwiazdy do tego, aby pojawiły się w kawalerce. Pierwsza zgodziła się Natalia Lesz i Tomek Jacyków, z odcinka na odcinek było coraz łatwiej. A dziś niektóre z nich same ślą propozycje, co mnie bardzo cieszy.

Kto odmówił?

Justyna Steczkowska najpierw odmówiła, a potem przyszła, gdy ponowiłem pytanie. Później tłumaczyła, że nie była w formie, nie znała programu. To mnie bardzo ucieszyło.

http://www.youtube.com/watch?v=waKWOLbjiIQ

A o kogo się teraz starasz?

Marzę o rozmowie z Edytą Górniak, czekam też na odpowiedź od prezydenta Komorowskiego.

Prezydent wyraził chęć?

Dwa tygodnie temu zostałem nawet zaproszony na przyjęcie do ogrodów prezydenckich. Tam ponowiłem zaproszenie i nawiązałem kontakt z doradcą prezydenta. On teraz stara się, żeby to się udało.

Który odcinek "20m2" był najbardziej popularny?

Wywiad z Dodą. Im "gorętsze" nazwisko, tym wyższe słupki. Ale są też odstępstwa od tych reguł. Zaskoczyła mnie na przykład Mela Koteluk, bo to niby debiutantka, a program z jej udziałem cieszył się bardzo dużym zainteresowaniem.

Nie kusi cię telewizja?

Po wypuszczeniu teasera pojawiła się pierwsza propozycja.

Skąd?

Nie chcę o tym mówić. Ale od tego czasu tylko telewizyjna “Jedynka” jeszcze nie złożyła mi propozycji.

I wszystkie je odrzucałeś?

Niektóre odrzuciłem, bo nie czułem formatu. Jeśli prowadzę własny program w internecie, który odniósł sukces, jeśli jestem nominowany do "Wiktorów” jako pierwszy w historii koleś z internetu, to bycie siedemnastym reporterem, mnie nie kręci. Wiem, co chcę robić, nie chodzi o to, by być na wizji. Mam swój pomysł na jeden telewizyjny format i mam wielką nadzieję, że niedługo z jedną z telewizji go zrealizuję.

A może trzeba było przenieść wprost swój program na szklany ekran?

Nie. telewizje chciały, ale się nie zgodziłem. Program straciłby magię.

Rzeczywiście mieszkasz w tej 20-metrowej kawalerce?

To jedna z najczęstszych wątpliwości. Goście sprawdzają to regularnie - wchodzą do łazienki, sprawdzają szafki.... Sam bym pewnie tak pomyślał: Nie ma opcji, żeby nie miał pleców. Ustawka. Ale weźmy to na logikę: miałbym utrzymywać dwa mieszkania? To bez sensu, nie stać mnie na to. Poza tym przecież ludzie mieszkają w takich kawalerkach. To dobra lokalizacja na Mokotowie, mam blisko do centrum i naprawdę bardzo lubię moją kawalerkę.