"Pewien czołowy lewicowy publicysta, który z upodobaniem robi sobie selfie na kobiecych demonstracjach, a na Czarnym Proteście przygotowywał nawet kanapki dla uczestniczek, jest znany z licznych przypadków napastowania seksualnego, przekraczania granic, obłapiania, chamskich, słownych zaczepek, które być może jego prawicowi koledzy uznaliby za końskie zaloty.Dla nas to molestowanie" - zaczyna swój tekst "Codziennik Feministyczny".

Autorki artykułu piszą o postępowaniu człowieka, który w swoich tekstach miał bronić feminizmu, czyli o Jakubie Dymku z "Krytyki Politycznej". "Zdarzało mu się macać ukradkiem kobiety, gdy jego partnerka na chwilę odwracała spojrzenie. Przy stole, w towarzystwie znajomych, pokazywać środkowy palec niedługo po tym, jak jedna z nas odmówiła mu seksu" - czytamy.

Dalej mamy opis jednego z zajść w domu jednej z autorek reportażu. "Po wieczorze spędzonym z czołowym lewicowym publicystą, mimo jego kiepskiego stylu podrywu i zachowania, nieopatrznie skończyliśmy u mnie w domu. Po zamknięciu drzwi jego ton zmienił się nie do poznania. Zaczął proponować mi związek, obiecując całkowitą zmianę swojego postępowania. Zgodziłam się, ale ponieważ byliśmy pijani i zmęczeni, poprosiłam, żebyśmy poczekali z seksem. Byłam podejrzliwa wobec jego deklaracji i nie miałam najmniejszej ochoty na seks. Niestety, nie mógł się opanować. Zostałam zgwałcona" - opisuje kobieta.

Kolejne fragmenty artykułu dotyczą Michała Wybieralskiego z "Gazety Wyborczej". "Rozumiem, że masz traumy, szanuję, że nie chcesz uprawiać ze mną seksu, to twoje prawo” – mówił mi ten sam redaktor dużej gazety, by następnie wymuszać niechciany kontakt fizyczny, mimo mojego wyraźnego oporu, w końcu doprowadzając mnie do płaczu. Wcześniej proponował awans, stawiał kieliszek za kieliszkiem, powtarzał jak wiele znaczy, jak może mi pomóc, zupełnie bezinteresownie, tylko dlatego, że mam potencjał, który trzeba rozwinąć" - czytamy. Jedna z redaktorek opisuje też sytuację, że w jednej z restauracji, gdy mężczyzna usłyszał, że ma zniknąć z jej życia, uderzył ją głową w nos. A potem zamienił sytuację w "środowiskowy żart towarzyski".

Na sytuację już zareagowała "Gazeta Wyborcza". Jak czytamy w oświadczeniu na stronie wyborcza.pl, Agora rozpoczęła wyjaśnienie sprawy. "Nie ma w naszej firmie zgody na poniżanie, wymuszenia i dyskryminację ze względu na płeć" - napisano. Redakcja publikuje też stanowisko Michała Wybieralskiego.

"Przepraszam wszystkie osoby - autorki tekstu i inne osoby, jeśli takie są - które poczuły się urażone, molestowane czy prześladowane przez moje wypowiedzi czy zachowania. Ogromnie tego żałuję, nie było to nigdy moją intencją. Tekst każe mi przemyśleć moje postępowanie i relacje międzyludzkie. Chciałbym zadośćuczynić wyrządzonym przeze mnie krzywdom w formie, której oczekują skrzywdzone osoby. Do czasu wyjaśnienia sprawy zgodnie z procedurą Agory dotyczącą molestowania seksualnego oraz mobbingu nie będę komentował sprawy" - napisał publicysta.

Inaczej zareagował Jakub Dymek. Dziennikarz napisał na Facebooku, że został "oskarżony i pomówiony o gwałt" przez swoją byłą partnerkę. Zapewnia, że jest niewinny, a "zarzuty, w świetle całej naszej relacji, która trwała przez kilka miesięcy po rzekomym gwałcie, są absurdalne". Twierdzi, że sprawą był "szantażowany", a redakcja "Codziennika" nie próbowała uzyskać jego stanowiska przed publikacją artykułu.