Brakuje słów, kiedy odchodzi ktoś zachwycający. W takich chwilach wydaje się, że życie jest bez sensu, skoro umierają ci, dla których jest jeszcze o wiele za wcześnie, skoro umiera młoda żona i matka, osieracając tych, których kochała i którzy najbardziej jej potrzebowali. Trudno nie wołać w takich chwilach do Boga: Dlaczego? Dlaczego właśnie ona?

Nie interesowałam się siatkówką bardziej niż inni. Cieszyłam się zbiorową radością, kiedy zwyciężały nasze Złotka, ale nie byłam zapalonym kibicem. Jednak choroba, z którą tak dzielnie zmagała się Agata Mróz, sprawiła, że ta wspaniała dziewczyna stała mi się bliska. Choroba niszczyła ją długo i bez litości, a pani Agata uśmiechała się, wierząc w zwycięstwo. Zwycięstwo, które nie nadeszło. A jednak w końcu w jakiś sposób wygrała, śmiejąc się chorobie w nos, kiedy lekarze uprzedzali, że ciąża może pogorszyć jej stan. Nie zdecydowała się na zabicie swojego dziecka i wydała na świat córkę. Zwyciężyła więc, dając życie, choć sama je traciła. Podjęła ryzyko, zadziwiła nas heroiczną decyzją, na którą niewiele kobiet byłoby stać.

Trudno poradzić sobie z myślą o takiej śmierci, nie odwołując się do Boga. Jestem w tej uprzywilejowanej sytuacji, że nie zostaję sama z pytaniami: dlaczego i jaki to wszystko ma sens. Bunt przeciwko niesprawiedliwej śmierci jest naturalny i nie da się przed nim ustrzec. Ale później przychodzi odpowiedź, której - jakkolwiek górnolotnie by to brzmiało - trzeba szukać w Bogu. Chrześcijanie wierzą, że wola Boża jest mądrzejsza od nas. Nie zrozumiemy ziemskiego losu człowieka i musimy zawierzyć Mądrości większej niż nasza, że to ma sens. Wówczas, wbrew rozumowi i wbrew rozpaczy, możemy odnaleźć nadzieję w sytuacjach tak beznadziejnych jak ta. Tylko Bóg może dać tę nadzieję, bo żaden człowiek nie ma dziś mocy, by pocieszyć tych, którzy Agatę kochali najmocniej. Wierzącym pozostaje modlić się, by głęboka wiara przyniosła im ukojenie.

Agata Mróz dała nam wszystkim ogromnie smutną, ale pełną prawdy lekcję: życie, wbrew wszelkim naszym zaklęciom, nie wygląda jak hollywoodzki film z happy endem. Przyzwyczailiśmy się do szczęśliwych rozwiązań. Oczekujemy od życia, że będzie łatwe, przyjemne, a nade wszystko sprawiedliwe. Wydaje nam się, że człowiek jest wszechmocny: potrafi zawładnąć Ziemią, wyleczyć choroby, a więc zapanować nad prawami natury. A tak na szczęście nie jest.

Życie nie zamierza poddać się naszym regułom gry. Wymyślone zostało inaczej i dużo trudniej. Czasem, na chwilę, kolorowe obrazki w telewizji przykryją ten prawdziwy obraz. Zawsze jednak życie - takie, jakie jest naprawdę - dojdzie ostatecznie do głosu i będzie domagać się respektowania swoich praw. Praw do bycia nieprzewidywalnym i przynoszenia nadziei tam, gdzie jej nie widać, ale też przynoszenia tragicznego końca historiom, w których wszyscy czekaliśmy na "i żyli długo i szczęśliwie".