Po co właściwie jechać do Czadu?
Polskie misje wojskowe za granicą były do tej pory bardzo słabo skoordynowane. Tak naprawdę decyzje o wysłaniu naszych wojsk do krajów takich jak Irak czy Afganistan były podejmowane ad hoc - bez głębszego przemyślenia, po co nasi żołnierze mają tam jechać, jakie cele mają osiągnąć i jakie polskie interesy realizować - pisze w DZIENNIKU Andrzej Talaga.
- Nasi żołnierze jadą do piekła
- Fort na skraju wojennego piekła
- Szczyt NATO 135 metrów pod ziemią
- Przez oszczędności wycofamy się z Czadu
- "Wysyłajmy wojsko tam, gdzie mamy interesy"
- Epidemia wśród polskich żołnierzy w Czadzie
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-05-24

temp. min 8°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Dlatego bardzo dobrze się stało, że kwestia misji została uporządkowana w nowej rządowej strategii.
W dokumencie tym po raz pierwszy podjęta została próba stworzenia jednolitego mechanizmu wysyłania polskich żołnierzy za granicę. Misje mają przecież sens tylko wtedy, jeśli służą naszemu interesowi narodowemu i stają się rzeczywistym narzędziem polityki międzynarodowej. To właśnie stało się jednym z założeń nowej rządowej strategii.
Chodzi w niej o to, żeby czerpać szeroko pojęte korzyści z wysłania naszych żołnierzy w miejsca tak egzotyczne jak choćby Czad - gdzie nie mamy żadnych bezpośrednich interesów. Ale właśnie ta misja okazała się być pierwszą, która może nam się opłacić, ponieważ buduje - istotne przecież w polityce międzynarodowej - poczucie wdzięczności ze strony Francji, która w Czadzie swoje interesy ma. I właśnie dzięki tej misji możemy liczyć na wsparcie Paryża na forum Unii Europejskiej - choćby w takich kwestiach jak bezpieczeństwo energetyczne czy pakiet klimatyczny.
Dobrze więc, że taki mechanizm może utrwalić się na przyszłość. Tak, byśmy - za każdym razem, gdy pojawia się możliwość wysłania polskich żołnierzy na zagraniczną misję - wiedzieli, co chcemy dzięki temu osiągnąć w obszarze, który nas najbardziej interesuje, czyli w Unii Europejskiej i w NATO.
Ale to nie wszystko. Rządowa strategia zakłada też bowiem, że polska armia będzie preferowała udział w misjach, które są autoryzowane przez społeczność międzynarodową. Najlepiej więc, by były to operacje Unii Europejskiej i NATO - ale nawet jeśli miałyby to być działania koalicji tworzonych bardziej doraźnie, lepiej, by miały one mandat Rady Bezpieczeństwa ONZ.
Pamiętamy zaś, że Polska wysłała swoje wojska do Iraku bez takiej autoryzacji - przyszła ona dopiero później, po wygaśnięciu działań wojennych. Przyłączenie się do amerykańskich działań mających na celu realizację dość egoistycznych interesów USA nie było dobrze widziane przez inne kraje - w tym przez większość państw UE
Rządowa strategia zakłada, że Polska ma być gotowa do militarnego działania w krajach o „różnych kontekstach kulturowych i geograficznych” - czyli tak naprawdę wszędzie. Ponieważ jednocześnie zwiększony ma zostać udział w misjach marynarki wojennej i lotnictwa, nasza armia zyska na jakości i zwiększy się jej umiejętność koordynowania działań z sojusznikami.
Choć jednak armia ma być gotowa do działania globalnego, twórcy rządowej strategii nie zapomnieli, że tak naprawdę Polska globalnych interesów nie ma - a uczestnictwo w misjach w najodleglejszych zakątkach świata ma być po prostu narzędziem prowadzenia racjonalnej polityki zagranicznej. Już samo sformułowanie tej myśli w rządowym dokumencie jest krokiem w dobrym kierunku.


























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!