Gdybyśmy żyli w normalnym kraju, to ze stanowiska już dawno wyleciałby nie Ćwiąkalski, a minister edukacji Katarzyna Hall, bo szkody jakie wyrządza, są znacznie poważniejsze. Przykro mi to pisać, bo lubię panią minister osobiście i broniłem jej, gdy padła ofiarą chamskich zagrywek tabloidów. A poza tym, jako nieuleczalny brytofil, jestem zwolennikiem obowiązkowej edukacji już nawet nie sześcio-, a pięciolatków. Niemniej tego, co zrobiło ministerstwo edukacji z posyłaniem dzieci do szkół nie podobna nazwać inaczej niż burdelem na kółkach.

Myśl była cenna, ale ci wredni rodzice (swołocz, nie ludzie) zaczęli się burzyć. Bo w przedszkolach są miękkie dywany, czas na odpoczynek i trzy posiłki dziennie, a w przepełnionych szkołach - tłok, wrzask i masakra. Im bardziej rodzice sie burzyli, tym bardziej MEN się chwiało, aż w końcu niemal padło. Niemal, bo dziś nikt nie wie, czy sześciolatki mają w końcu iść do szkoły, czy nie, a jeśli pójdą, to według jakiego programu będą uczone - dla siedmio- czy sześciolatków? Ponoć mają też zlikwidować zerówki. Pytań są setki, dyrektorki przedszkoli rozkładają ręce i naprawdę nie wiedzą nic - ot, cuda na kiju. Hall rozjuszyła rodziców, którzy zorganizowali się w kilkudziesięciotysięczną armię - rzecz w polskim życiu publicznym niespotykana.

W sondażach na najgorszych ministrów zwyciężają co prawda minister od braku autostrad oraz pani od kolejek w szpitalach, ale oni swe pierwsze miejsca po prostu odziedziczyli razem z kłopotami w resortach. Minister edukacji sama jest winna burdelu, jaki narobiła. I powinna ponieść za to odpowiedzialność. Czas powiedzieć: do widzenia, pani Kasiu, ekspres do Gdańska 16.00.

Swoją drogą ważniejsza niż nieudolność pani minister jest głuchota reszty rządu i opozycji. Kiedy Roman Giertycha rozpętał wojnę o Gombrowicza, pół Polski się na przemian śmiało i oburzało. Katarzyna Hall poszła dalej i Gombrowicza z listy lektur wycięła skuteczniej niż Giertych, ale w związku z tym, że na PO trwa wciąż sezon ochronny, to jej darowano. Kiedy de facto likwidowała nauczanie historii w liceach, srożył się tylko Piotr Zaremba i grupka fanatyków. Jak to było możliwe w kraju, w którym historykami są premier, wicepremier i marszałkowie Sejmu oraz Senatu, o mężu pani minister nie wspominając, a prezydent i lider opozycji są historii fanatykami?

Ano, jako się rzekło, pewnie nic o tym nie wiedzą, bo zajęci byli zamawianiem sondaży o deseń krawatu.