Gowin i Kluzik- Rostkowska mówiąc o in vitro czasami mają rację, czasami się mylą. W jednych sprawach są za ostrzy, w innych za bardzo ukrywają się za maską politycznego pragmatyzmu. Joanna Kluzik- Rostkowska chętniej mówi o in vitro, kiedy Jarosław Kaczyński jej na to pozwala niż wówczas, kiedy prezes nie widzi w tym swojego interesu. Z kolei Gowin chcąc wprowadzić zasadę uznania ludzkiego zarodka za istotę ludzką, w pełni podlegającą ochronie prawnej, przekracza granice dzisiejszego kompromisu prawnego. Gdzie w ustawie antyaborcyjnej możliwe są wyjątki, właśnie dlatego, że ludzki zarodek nie jest dokładnie tym samym co dorosły człowiek, wobec tego w pewnych wyjątkowo drastycznych przypadkach (zagrożenie życia matki, ciąża będąca wynikiem gwałtu...) jego prawa są świadomie i celowo mniej chronione niż prawa kobiety.

Proponowana przez Gowina formuła, że zarodek od chwili poczęcia jest istotą ludzką - która, mam nadzieję, zostanie złagodzona w trakcie prac prowadzonych nad tym projektem w PO - przekraczałaby granicę oddzielającą wiarę, choćby i większościową w Polsce wiarę katolicką, od świeckiego prawa akceptowalnego dla wszystkich. Bo być może na dwukomórkową zygotę istotnie zesłana zostaje dusza, jak głosi dzisiejsza doktryna Kościoła, ale na pewno nie zostaje na nią zesłany układ nerwowy, choćby w szczątkowej formie, a więc także czucie, świadomość czy możliwość odczuwania bólu. Ale to moja jedyna wątpliwość wobec propozycji Gowina, która jako całość jest aktem heroizmu w kraju, którego największe autorytety - zamiast refleksji, zamiast wyboru prawnego rozwiązania jakiegoś społecznego problemu - zawsze wybierają hipokryzję i tolerowanie codziennego zdziczenia, byleby tylko pozostało nienazwane.

Biskupów w kwestii in vitro interesuje wyłącznie czystość własnej wiary i niepodważalność własnej władzy. Liberalną lewicę interesuje w tej sprawie wyłącznie szansa na głośne polityczne zaistnienie. Tymczasem zarówno Gowin jak i Kluzik- Rostkowska wiedzą, że mają jako politycy, jako twórcy prawa, konkretne zadanie do rozwiązania. Dzisiaj praktyka in vitro w Polsce to obszar zdziczenia. W DZIENNIKU opisaliśmy przykłady niestosowania w polskich klinikach nawet bioetycznych zasad Unii Europejskiej, nie mówiąc już o jakkolwiek rozumianych zasadach katolickich. Zarówno Gowin jak i Kluzik- Rostkowska chcą in vitro w Polsce ucywilizować, choćby do poziomu UE, a także wrowadzić możliwość dotowania zabiegów, choćby dla małżeństw czyli dla większości par, które się o dziecko w ten sposób starają.

Biskupi milczeli, kiedy ludzkie zarodki w Polsce wyrzucano na śmietnik. To była dzicz, ale dzicz nie kalająca ich czystego sumienia, ich nieomylnej doktryny. Dopiero kiedy Gowin swoją ostrożną, bardzo mocno przesuniętą w kierunku oczekiwań Kościoła propozycję przedstawił, biskupi na niego zagrzmieli. Z kolei lewica ma gdzieś sprawiedliwość społeczną przy dostępie do in vitro, dotowanie przez państwo, nawet w odniesieniu do ogromnej większości starających się o zabieg par, jak to przewiduje projekt Gowina. Niech na in vitro dalej mogą sobie pozwolić wyłącznie pary z kasą, jeśli przy okazji dotowania miałyby się w polskim prawie pojawić jakieś wstrętne, katolickie, konserwatywne zapisy. Lewica jest dziś w Polsce słaba, jej możliwości załatwienia czegokolwiek dla Polaków są żadne. Więc chyba lepiej, żeby przez najbliższe trzydzieści lat, w oczekiwaniu, aż nam lewica urośnie, małżeństwa starające się o in vitro miały wsparcie państwa, niż żeby nadal panowała dzicz, w której lewica będzie zachowywać ideową, doktrynalną czystość? Dokładnie tak samo jak polscy biskupi.

Czy wobec faktycznego sojuszu wszechmocnych biskupów i bezsilnej, ale właśnie dlatego radykalnie wrzaskliwej lewicy, gdzie obie strony wolą, żeby w polskim prawie niczego na temat in vitro nie było, niż żeby było coś, czego oni nie będą akceptować w 100 procentach, polskie państwo, polska klasa polityczna okażą się wystarczająco silne? I doczekamy się regulacji prawnych cywilizujących polską praktykę in vitro, zarówno pod względem etycznym, jak i finansowym? Czy Kaczyński i Tusk potrafią się wznieść w tej konkretnej sprawie ponad brudną pianę popisowej wojny, tak jak już dzisiaj próbują się wznieść Jarosław Gowin i Joanna Kluzik-Rostkowska, mimo wszystkich dzielących ich oboje różnic politycznych i światopoglądowych?