Rzeczywiście premier ma rację, że nasze wskaźniki ekonomiczne - póki co i oby jak najdłużej - wyglądają całkiem nieźle. Być może z całego kryzysowego zawirowania Polska wyjdzie obronną ręką. Ale trzeba pamiętać o tym, że są to tylko wskaźniki ekonomiczne obejmujące całość gospodarki i jest to tylko rodzaj danych statystycznych.

Niestety, w mniejszym stopniu mogę się zgodzić z tym, co premier powiedział przedstawicielom światowego biznesu, że Polska jest bardzo atrakcyjnym miejscem do inwestowania. Owszem, mamy dobre wskaźniki. Ale to nie wszystko. We wskaźnikach, na które patrzą biznesmeni, Polska wypada znacznie gorzej. Inwestorzy patrzą na inne rankingi - dotyczące swobody inwestowania, jak i klimatu dla inwestycji. I tutaj stoimy kiepsko, bo zajmujemy pozycję na szarym końcu państw Unii. A problemy są od lat te same: niestabilny system prawny, zbyt wysokie podatki, kiepska infrastruktura, korupcja oraz sprawy dotyczące biurokracji.

Polska w ostatnich latach nie poczyniła znaczącego postępu i nie stało się tak, że staliśmy się oazą przyjazną dla inwestowania. Oczywiście można nasz kraj doceniać za całość wyników - oby były one takie jak prognozy. Natomiast mniej można doceniać nas za sprawy bardziej szczegółowe dotyczące bezpośrednio inwestorów, bo w tej kwestii po prostu żadnego postępu nie ma.