Już słyszę, jak mi zarzucają, że postanowiłem okadzić świeżą ofiarę medialnych czystek albo zrobić na złość "Gazecie Wyborczej", która na niego ostatnimi czasy zawzięcie polowała. Nic z tych rzeczy. Po prostu nie znam nikogo innego, kto uwrażliwiony na potrzeby rzetelnej debaty politycznej (prezes TVP musi taką wrażliwość przejawiać bardziej niż szefowie mediów komercyjnych) rozumiałby zarazem i doceniał rolę szeroko rozumianej kultury.

>>> Kto byłby najlepszym prezesem TVP?

I kto miałby zrozumienie dla różnych wrażliwości: konserwatywnej i liberalnej, modernizacyjnej i eurosceptycznej. Kto miałby przyjaciół po różnych stronach politycznych i ideowych barykad, a równocześnie nie uzależnił się od żadnej koterii. I kto czułby logikę mediów elektronicznych - zarówno radia, jak i telewizji. Z całą sympatią dla piszących kolegów dziennikarzy zarządzanie nimi to całkiem odmienna sztuka niż kierowanie gazetą.

Co powiedziawszy, niewiele mam wiary w to, że Skowroński miałby kiedykolwiek szanse. Nie tylko dlatego, że dziś zakwalifikowano go do opcji przegrywającej sromotnie bitwę o media, że w natarciu są inne siły i środowiska, które symbolizuje postkomunistyczny dziennikarz telewizyjny Andrzej Kwiatkowski. Przede wszystkim dlatego, że nie jest to typ człowieka gustującego w przewlekłych negocjacjach i personalnych podchodach - a na Woronicza to najbardziej pożądana umiejętność.

>>> Rokita: media publiczne to gniazdo piratów

Gdy dziś pada pytanie, dlaczego Skowroński zdecydował się na pracę w tak zwanych mediach PiS-owskich, odpowiem w ten sposób: między innymi dlatego, że jego szefowie z prezesem Czabańskim na czele wzięli na siebie uwarunkowania polityczne, a jemu pozwolili po prostu robić dobre radio. Jako prezes TVP nie miałby już tego komfortu. Musiałby sam układać się z politykami. Nie wiem, czy by potrafił.

Jawią mi się także nazwiska rezerwowe - na przykład świetny dziennikarz telewizyjny Bogdan Rymanowski z TVN, nic o nim jednak nie wiem jako o organizatorze cudzej pracy i nie sądzę, aby chciał się pozbywać niepowtarzanej roli prowadzącego najważniejsze polityczne rozmowy. Paradoksalnie cenię też dorobek Jana Dworaka - mając legitymację Platformy Obywatelskiej w kieszeni, robił w latach 2004 - 2006 telewizję politycznie zrównoważoną i wylansował wiele świetnych programów. Był to złoty okres telewizyjnej publicystyki. Nie wiem jednak, czy nie sprzyjały mu czasy: zarówno prawica, jak i lewica były wtedy zbyt słabe, aby sięgać po samodzielną dominację nad publiczną telewizją. Czy w dobie bezwzględnej dominacji PO nie byłby zbyt uległy wobec oczekiwań partyjnych kolegów?

>>> Olga Lipińska: chcę być prezesem TVP

Piotr Najsztub rzucił hasło: Edward Miszczak na prezesa TVP. Trudno zaleźć inną osobę, której umiejętności tak bardzo przysłużyłyby się świetnej telewizji komercyjnej, jaką jest TVN. Czy jednak Miszczak miałby wystarczająco dużo zrozumienia dla roli kultury wysokiej? Jeśli media publiczne mają sens, to właśnie dlatego, że trzeba czasem poruszać tematy, nad którymi TVN czy Polsat się nie pochylą. To tam powinno się móc obejrzeć o ludzkiej godzinie przykładowo ciekawy program o Powstaniu Warszawskim. Z drugiej strony Miszczak to autor świetnych filmów dokumentalnych. Nie widzę go jednak jako człowieka negocjującego z politykami. Więc kto?

Odpowiedzmy sobie szczerze: i tak będzie nominat polityczny. Możemy się tylko pobawić nazwiskami.