Wszystko to brzmi nieźle, ale chciałbym się dowiedzieć, na jakich podstawach opiera się to twierdzenie. Czy pan premier wie, jakie świadczenie otrzyma kobieta po zakończeniu pracy zawodowej? A może wie, jaką emeryturę dostanie mężczyzna? Jeśli tak, to bardzo proszę o ujawnienie tej wiedzy oraz jej podstaw. Istnieje jakaś tajna ustawa o wypłacie emerytur z nowego systemu emerytalnego? Bo oficjalnie nic takiego nie ma.

Rozumiem, że od biedy da się jakoś wyliczyć wysokość świadczenia z I filaru. Znane są zasady waloryzacji środków, więc biorąc pod uwagę szacunki dotyczące wzrostu płac (które skądinąd byłyby bardzo interesujące i na pewno wzbogaciłyby debatę publiczną), inflacji, bezrobocia itd., można określić wysokość świadczeń i dotacji państwa. Inna sprawa, że chciałbym się dowiedzieć, jakie czynniki zmieniły się od końca XX wieku, kiedy to wprowadzano nowy system emerytalny i mówiono, że po podniesieniu wieku emerytalnego będzie to system samobilansujący.

Jednak bardzo mnie ciekawi, jakim cudem zostały wyliczone świadczenia w całości? Czy pan premier mógłby wyjawić, jakie przyjęto stopy zwrotu dla funduszy emerytalnych? Czy byłby łaskaw powiedzieć, jakie są koszty wypłaty tych świadczeń oraz kto miałby ich dokonywać – czy ZUS, czy też prywatne firmy, odrębne od towarzystw emerytalnych, a może same towarzystwa? Jakie opłaty mają ponosić ubezpieczeni? Jakie formy świadczeń rząd przewiduje oraz jaką da mi i innym członkom OFE gwarancję, że się one nie zmienią?

Tak prywatnie chciałbym wiedzieć, czy będą emerytury małżeńskie, czy też nie.

Nie rozumiem, jak można prowadzić jakąkolwiek sensowną debatę bez ujawnienia tych wszystkich informacji. Czyli obecna dyskusja jest tego sensu pozbawiona. Jak ktoś ma się mierzyć z wszystkowiedzącymi urzędnikami i ministrami, skoro nie są znane mu zasady wyliczeń, które legły u podstaw tych wszystkich zmian?

Uważam, że takich wyliczeń nie ma i cała debata to po prostu jedno wielkie emerytalne oszustwo. Takie samo jak to, które dotyczyło ustawy o emeryturach pomostowych. Te świadczenia miały być przecież uzupełnieniem nowego systemu zabezpieczenia społecznego, przeznaczonym dla osób pracujących w trudnych warunkach. Tak przecież było to reklamowane. Tymczasem ustawa zmieniła się w przepisy, które likwidują dodatkowe świadczenia związane z pracą w trudnych warunkach, nie dając nikomu nic w zamian.

Oczywiście mogę się mylić i wyliczenia zostały zrobione, ale rząd nie chce ich ujawnić, bo wtedy odsłoniłby inne swoje zamiary. Może szacunki zostały dokonane wyłącznie dla I filara, bo w planach jest całkowita likwidacja funduszy emerytalnych, ale nikt nie chce się do tego przyznać.

Jednak w takim razie chciałbym się dowiedzieć, jakie dokładnie argumenty stoją za odwracaniem zmian sprzed dziesięciu lat. I jakie koszty będą się wiązać z przejęciem środków OFE przez państwo. Czy urzędnicy Ministerstwa Skarbu już się cieszą, że znowu dostaną akcje spółek o wartości kilkudziesięciu miliardów złotych, żeby móc wszystko prywatyzować od nowa? Jakich dużych roszczeń oczekuje się od udziałowców firm, które obecnie zarządzają funduszami emerytalnymi przeznaczonymi do nacjonalizacji?

Bez całej tej wiedzy szkoda tracić czas na udział w tak zwanej debacie publicznej o wydłużeniu wieku emerytalnego czy choćby jej uważne śledzenie. Lepiej już obejrzeć dobry film albo pójść na długi spacer. Wygląda bowiem na to, że rząd Donalda Tuska postępuje podobnie jak kierownictwo naszego kraju sprzed kilkudziesięciu lat. Edward Gierek – do którego obecny premier jest często porównywany – także nie mówił społeczeństwu prawdy, dokonywał działań pogarszających sytuację obywateli, a liczył się jedynie z siłą i strajkami.

Osoby zainteresowane ACTA pokazały, że niewielu trzeba, aby przynajmniej doprowadzić do spotkania z premierem Tuskiem. Z tym że Polaków, dla których ich przyszłe emerytury mają znaczenie, jest więcej niż niepokornych internautów.

Nie znamy wyliczeń wysokości świadczeń, a bez tego trudno o dyskusję