Ta informacja o wracających firmach powinna szybko trafić do rządu. Nie po to, aby nasi ministrowie mogli odtrąbić kolejny niezasłużony sukces, ale by ich zmobilizować. Energia, zwłaszcza gaz, nie należy w Polsce do tanich, mimo tego zaczyna się opłacać produkować u nas odzież, co do niedawna wydawało się zarezerwowane dla krajów, w których siła robocza jest tania. Gdybyśmy mieli tańszą energię, która staje się jednym z głównych czynników decydujących o opłacalności produkcji, mielibyśmy nie tylko więcej powrotów, ale i znacznie więcej inwestycji zagranicznych.

Taniej energii zaś nie będziemy mieli bez silnego, zdecydowanego oporu w sprawie kolejnych pomysłów klimatycznych Unii Europejskiej i bez przyspieszenia w poszukiwaniach surowców niekonwencjonalnych. O ile w tym pierwszym wypadku rząd stawia jaki taki opór – choć mógłby być on bardziej zdecydowany – o tyle w drugim sytuacja jest po prostu fatalna.

Z powodu wyjątkowej nieumiejętności przygotowania przepisów regulujących ewentualne wydobycie gazu nie tylko płacimy za drogo za ten surowiec, ale także zaczynamy przegrywać na unijnym forum walkę o prawo do wydobywania własnych surowców.

Tymczasem nic nie robi tak dobrze jak dobry przykład. Gdyby udało się przyspieszyć sprawę gazu łupkowego i doprowadzić do spadku cen energii, co stałoby się magnesem dla firm przemysłowych, inne kraje zapewne byłyby bardziej skłonne odpuścić sobie przesadne starania o ekologię. W końcu wszyscy w Europie marzą o wyższym wzroście i mniejszym bezrobociu.