A przecież jeszcze niedawno eksperci podkreślali, że pola do dalszych obniżek nie ma, że to już musi być koniec wojny na ceny, bo rachunek ekonomiczny operatorom na to nie pozwala. A tu ceny znów spadają – świetna wiadomość dla klienta. A ja mam dla Państwa jeszcze lepszą informację. Będzie jeszcze taniej, bo być musi.

Historia telefonii komórkowej zaczyna trochę przypominać drogę, jaką przechodziła telefonia stacjonarna. Od dobra luksusowego, dostępnego dla osób najbogatszych (w krajach zachodnich) czy osób uprzywilejowanych (w naszej socjalistycznej rzeczywistości) po standardowe wyposażenie każdego biura czy domu. W Polsce sytuacja ta nastąpiła dosyć późno, bo gdzieś dopiero w latach 90. ubiegłego wieku. Potem systematyczne spadki cen połączeń i wreszcie proces znikania z rynku. Telefony stacjonarne albo już wyprowadziły się z domów albo milczą, bo coraz mniej osób na nie dzwoni.

Za kilka lat tradycyjne połączenia komórkowe też już nie muszą być standardem, choć zapewne pozostaną, w przeciwieństwie do połączeń stacjonarnych niemal całkowicie nie znikną. Już teraz bez problemu można swobodnie porozmawiać z drugą osobą znajdującą się na drugim końcu świata zupełnie za darmo, korzystając z komunikatorów internetowych. Urządzenia, które to umożliwiają, są coraz poręczniejsze – choćby popularne ostatnio tablety czy smartfony (z których można łączyć się z siecią, ale nie ma obowiązku nawiązywania połączeń telefonicznych). Darmowych tzw. spotów WiFi też przybywa.

Operatorzy już pracują nad zmianą modelu biznesowego, tak by połączenia komórkowe nie były jedynym, najważniejszym źródłem przychodów. I na pewno bardzo intensywnie myślą nad sięgnięciem po przychody z internetu.