Philippe de Villiers to miliarder, były europoseł francuski, uważany za bardziej skrajnego od Marine Le Pen. Jego poglądy można określić jako antyunijne, antyamerykańskie i antyislamskie. W tym kontekście jego sympatia do Rosji wydaje się być czymś naturalnym. Decyzja o wybudowaniu wielkiego parku rozrywki na Krymie, podjęta akurat teraz jest bardzo wymownym gestem. Co prawda de Villiers nie jest już aktywnym politykiem, jest jednak postacią dobrze znaną we Francji. To ewidentny gest poparcia dla prezydenta Putina, zresztą Francuz nie pozostawił cienia wątpliwości, wygłaszając mowę pochwalną ku czci rosyjskiego przywódcy. Dla Krymu, z którego uciekają zagraniczni inwestorzy i turyści to bardzo konkretna pomoc materialna.

Postawa de Villiers nie szokuje, bo też i francuski afekt do Rosji nie jest zaskakujący. Z jednej strony Francuzi widzą bowiem wyidealizowaną wizję Rosji, pełną romantycznych stereotypów (Anna Karenina, białe noce, Czajkowski, Puszkin) w której nie ma miejsca na bardziej realistyczny ogląd. Z drugiej strony jest bardzo pragmatyczne podejście - interesy ponad wszystko. Najbardziej prorosyjska jest frakcja Le Pen - Front Narodowy, sama Marine Le Pen nie raz wyrażała poparcie dla polityki Putina.

Ale sympatii rusofilskich nie kryje także francuska lewica i bardziej umiarkowana prawica. Właściwie poza niektórymi politykami liberalnymi, ale to dosłownie wyjątki, trudno we Francji znaleźć polityków, którzy naprawdę potępialiby politykę Kremla. Nie jest to dziwne – pomimo wszystkich podziałów scenę polityczną nad Sekwaną łączy wspólny mianowniki : niechęć do narzucanej przez Waszyngton linii politycznej i dominacji USA. Na to nakłada się – także pojawiający się już w partiach mainstreamowych – lęk przed światem muzułmańskim. Dla Francji, w której już 10 proc. mieszkańców to wywodzący się z krajów Maghrebu muzułmanie, to coraz ważniejszy problem.

Przyjęte przez Unię Europejską sankcje zostały we Francji przyjęte jako dopust boży, przeciwko nim buntują się przedstawiciele potężnego i wpływowego rolniczego i przemysłowego. Czekać tyko należy, jak inne francuskie firmy podążą drogą przetartą przez de Villiers. Wśród artystów szlaki przetarł największy przyjaciel prezydenta Putina - Gerard Depardieu, który zwabiony mniejszymi podatkami nie wahał się przyjąć rosyjskiego paszportu. I jakoś go za to nad Sekwaną nie spotkało publiczne potępienie.

Czy nam się to podoba czy nie, południe Europy (Francja, Włochy, Hiszpania) nie rozumieją realnego zagrożenia ze strony Rosji, tak jak my nie rozumiemy ich strachu przed inwazją islamistów.

CZYTAJ TAKŻE: Amerykański koncern szuka ropy w Rosji. Putin: Pragmatyczne zachowanie>>>

ZOBACZ TEŻ: "Dumny z bycia Rosjaninem" - Depardieu reklamuje zegarki z dwugłowym orłem>>>