Premier Ewa Kopacz próbowała upiec dwie pieczenie na jednym ogniu - ocenia doktor habilitowany Marcin Chełminiak, politolog z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Z jednej strony chciała zareagować na kolejny wyciek taśm, a z drugiej odbudować wizerunek rządu - uważa ekspert. Dodaje, że wrzucono zatem do jednego worka osoby, które pojawiały się na taśmach, mogły być poddane szantażowi lub kompromitowane, oraz choćby ministra Arłukowicza, który na taśmach nie pojawiał się. Zdaniem politologa, nie jest on może najlepszym ministrem w tym rządzie, gdyż odpowiada za bardzo trudny resort. W ocenie Marcina Chełminiaka, z perspektywy technologii politycznej cała operacja wygląda nienajlepiej. Raczej nie przysporzy Platformie Obywatelskiej dodatkowych punktów w sondażach.

Wczoraj, premier Ewa Kopacz przyjęła dymisje ministrów: zdrowia Bartosza Arłukowicza, sportu i turystyki Andrzeja Biernata oraz skarbu Włodzimierza Karpińskiego, wiceministrów gospodarki Rafała Baniaka i Tomasza Tomczykiewicza oraz środowiska Stanisława Gawłowskiego. Ponadto, Jacek Rostowski nie będzie już szefem doradców premiera, a Jacek Cichocki przestał być koordynatorem służb specjalnych.

ZOBACZ TAKŻE: Ewa Kopacz namawiała szefa CBA do dymisji. Paweł Wojtunik odmówił>>>