Anna Sobańda: Czy często zdarza się pani myśleć o sobie inaczej niż o artystce?

Krystyna Janda: Bardzo często, mam wiele innych aktywności, nie mówiąc już o tym że jestem i matką i babcią wielokrotną, o sprawach zawodowych mówię i myślę tylko wówczas, kiedy się nimi właśnie zajmuję i gdy na tyle mieszają się z życiem, że nie da się od nich uwolnić. Także dla dziennikarzy, którzy przychodzą choćby na nasze premiery teatralne, nie jestem tylko artystką. Wymagają ode mnie wypowiedzi w zasadzie na każdy temat, wbrew moim protestom zresztą. No ale cóż, po tak intensywnym życiu zawodowym stałam się jak mówią za przeproszeniem - autorytetem. Mój fanpage na Facebooku i moja strona internetowa mają 260 tys. czytelników. To jest nakład dużej gazety. Wypowiadam się tam najczęściej na tematy artystyczne ale także społeczne, związane z naszym życiem, naszą codziennością, a ponieważ robię to dość regularnie, dziennikarze często nie pytają mnie o to, co robię zawodowo, ale o moje poglądy i moje opinie na wiele tematów.

Czy pani zdaniem artyści mogą nie mieć poglądów? Często bowiem słyszy się, że powinni zająć się sztuką, a nie zabieraniem głosu w kwestiach społecznych czy politycznych.

Znam artystów, którzy nie mają poglądów, ewentualnie je mają, ale ukrywają, lub też mimo poglądów, przyjmują role, pod którymi prywatnie by się nie podpisali. Są ludzie, którzy uważają, że ten zawód jest zawodem użytkowym. Ja nigdy tak nie uważałam.

Obecnie nasze społeczeństwo jest podzielone na dwa, zwalczające się obozy i coraz trudniej jest nie być identyfikowanym z jednym z nich. Czy pani zdarza się być, wbrew swej woli przypisywaną do jakiejś opcji?

Ja mam jedną opcję od 45 lat mojego życia publicznego, nie zmieniłam ani poglądów ani zdania. Nie jestem specjalnie aktywna społecznie, zajmuję się swoimi sprawami, dużo gram, nie mam na takie rzeczy czasu. Ostatnio ktoś napisał, że w wieczór wyborów byłam w komitecie wyborczym prezydenta Komorowskiego i ktoś widział jak tam płakałam i krzyczałam podobno z rozpaczy po Jego przegranej. To kłamstwo, ponieważ tego wieczoru grałam Marię Callas i w związku z tym płakałam nad losem artystów i życiem Callas na scenie. Ale napisano takie bzdury w prawicowych portalach. Wiele z zamieszczanych tam opowieści to historie wyssane z palca. Głosowałam na pana Komorowskiego i było mi żal że nie wygrał.

Denerwują panią takie wymyślane historie?

Po 45 latach w tym biznesie, byciu obecną w życiu publicznym i mediach, trudno mnie zdenerwować. Czasem tylko chciałabym, powiedzieć komuś w oczy, jak moja mama, która siedzi często przed telewizorem i gdy ją coś denerwuje mówi: „jak ty się nie wstydzisz?”. Ja też tych, którzy piszą o mnie te bzdury, powinnam zapytać „jak ci nie wstyd?”. Ale zdaje się że wstyd ostatnio jest naszym najmniejszym problemem.

Czy za odważne wyrażanie swoich poglądów płaci pani dziś jakąś cenę?

Nie mogę się powstrzymać, trudno milczeć, trudniej milczeć, niż mówić ostatnio. Taka zawsze byłam całe życie. Tak, dziś jestem odpowiedzialna za wielką fundację ale...Mam prośbę nie mówmy o strachu, jakoś to nie mój temat dzisiaj, wciąż mimo wszystko wierzę w wolność poglądów. Natomiast jestem szefową artystyczną dwóch teatrów, póki co cenzura nie istnieje i moje decyzje artystyczne są wciąż niezależne. Zobaczymy co będzie dalej.

Spotkałam się ostatnio z teorią, że sztuka, po latach wolności i zajmowania się tematami wyższymi, często abstrakcyjnymi, obecnie znów stawia się w opozycji do władzy.

Być może. Nigdy jednak nie mieliśmy do czynienia z taką zimną wojną, z jaką stykamy się dzisiaj. Ostatnio udzielałam wywiadu razem z Andrzejem Wajdą, który długo opowiadał o tym, jak to możliwe, że przy tamtej władzy powstały takie filmy, jak „Człowiek z marmuru” czy „Człowiek z żelaza”. On wyjaśnił, że w czasach komuny stosunki władzy z artystami były inne. To oczywiście byli wrogowie, ale byli w pewnym sensie rozpoznani. Dzisiaj, nagle od sześciu miesięcy nie wiemy, czego się spodziewać. Z drugiej strony, Polska obecnie jest zupełnie innym krajem niż wówczas. Państwo nie jest już jedynym podmiotem, który może zadecydować o powstaniu jakiegoś dzieła. Są niezależne telewizje, niezależne radia, gazety, teatry prywatne, jest Internet. Jesteśmy dziś w zupełnie innej sytuacji.

Czy to oznacza, że nie boi się pani cenzury i ingerencji władz w swoją twórczość?

To nie jest tak, że się nie boję. Po prostu jeżeli będzie cenzura, to się zacznę zastanawiać jak egzystować z tymi teatrami. Oby nie, obyśmy nigdy znów nie stanęli przed takimi dylematami.

"Pani zyskuje przy bliższym poznaniu" to wywiad - rzeka, jaki z Krystyną Jandą przeprowadziła Katarzyna Montgomery. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka