Krystyna Janda udzieliła wywiadu "Newsweekowi", w którym opowiada między innymi o tym, jak odnosi się do poczynań obecnego rządu wobec mediów publicznych. Aktorka zapewnia, że nie zamierza bojkotować TVP, martwi się jednak o przyszłość polskich mediów:
Do forsowanego przez ministra Glińskiego pomysł kultury narodowej, artystka odnosi się z niepokojem:
Zdaniem aktorki, nowa władza może posunąć się do cenzurowania artystów:
- mówi Janda i wspomina, jak za poprzednich rządów PiS oczekiwano od niej zdjęcia ze sceny spektaklu "Darkroom" opowiadającego o przyjaźni geja z dziadkiem, słuchaczem Radia Maryja.
Aktorka przyznała jednak, że choć niepokoi ją fakt, iż obecna władza zbyt dużym kultem darzy Hollywood, to nie odmówiłaby roli w dużej, narodowej produkcji filmowej, gdyby reżyserował ją Andrzej Wajda, bądź inny reżyser, do którego ma zaufanie.
Krystyna Janda w wywiadzie zwróciła także uwagę na retorykę stosowaną przez polityków PiS, a szczególnie przez Krystynę Pawłowicz. Aktorka ma swoją teorię na to, dlaczego posłanka bywa w swoich wypowiedziach tak napastliwa i agresywna: