Ani Bundeswehra, ani amerykańscy marines na Polskę nie napadli. Zima, owszem. Niemal co roku, mniej więcej o tej samej porze, konsekwentnie spadała na głowy rządzącej partii komunistycznej. Walka z nią, jak starsi pamiętają dobrze, wymagała nadzwyczajnej mobilizacji całego narodu. Z jakichś niejasnych przyczyn w państwie centralnego planowania nie dało się przewidzieć arsenału zwycięskiego wroga: mrozu, śniegu i wiatru.

Przypominam te zimną historię premierowi Morawieckiemu. Kompromitacja socjalizmu wzięła się stąd, że rząd był za niemal wszystko odpowiedzialny i kończyło się tak, jak się zwykle kończy, kiedy ciężarowiec chce podnieść sto kilogramów więcej, niż wynosi jego rekord życiowy.

Czy PiS upadnie dlatego, że ma chrapkę na ograniczenie demokracji? Wątpię, wielu Polaków nie lubi bezhołowia. Potknie się, bo likwidując gimnazja, wprowadza w ich miejsce lej po bombie? Nie takie reformy Polacy przeżyli. A może nie wytrzymają furkotu sutanny? E, z upartyjnionym Kościołem Polacy żyć umieją.

To, co naprawdę wykolei rząd Prawa i Sprawiedliwości, to rosnąca nadzieja, że ta władza poradzi wszystkim niedoskonałościom, które mają wielu autorów: samorządy, burmistrzów, Radę Polityki Pieniężnej, Trybunał Konstytucyjny, Radę Mediów Narodowych, rektorów, PKP, ZUS, komisje przetargowe, tysiące rozmaitych ciał, ciałek itp. Otóż rząd nie poradzi sobie lepiej, tylko – w dłuższym okresie – gorzej. I wreszcie jakaś zima czy inny przykry żywioł pokaże, że Atlas zawsze się przewraca.

Socjalizmu w Polsce nie ma i nie będzie. Nie oznacza to jednak, aby definicja Stefana Kisielewskiego „socjalizm to ustrój, który walczy z problemami, które sam stwarza”, nie odnosiła się do obecnej polskiej władzy.