Tomasz Żółciak: Wojewoda unieważnił uchwałę stołecznych radnych w sprawie referendum o tzw. wielkiej Warszawie. Jednak przekonuje, że jeśli miasto dalej chce zorganizować referendum, to droga wolna. Trzeba tylko podjąć nową uchwałę i zmienić treść pytania. Co w tej sytuacji zrobicie?
Michał Olszewski: Spór o legalność uchwały jest moim zdaniem wtórny. Wszyscy wiemy, o co toczy się cała dyskusja, tzn. czy rozwiązanie w postaci metropolii warszawskiej, skrajnie inne niż to, co przyjęto w przypadku Śląska, ma być nam odgórnie narzucone, czy też mamy możliwość zbudowania sobie tego mechanizmu oddolnie, własnymi siłami. Wszystkie zainteresowane samorządy są za tym drugim rozwiązaniem. I to niezależnie od tego, czy zorganizujemy referendum czy konsultacje. Dziś wysłaliśmy pismo do wojewody, w którym argumentujemy, że nie czujemy się gorsi od Śląska, by mieć inne rozwiązania metropolitalne niż oni. U nas bowiem ma powstać twór w postaci jakiegoś superpowiatu, a tam ma być modyfikacja związku metropolitalnego. To rada miasta, co do zasady, podejmie decyzję, czy będzie skarżyć decyzję wojewody do wojewódzkiego sądu administracyjnego, czy podejmie zupełnie nową uchwałę w sprawie referendum. Decyzja zostanie podjęta, jeśli jeszcze nie dziś, to w kolejnych dniach.

Ale niezależnie od decyzji warszawskich radnych i furtki, którą zostawił wam wojewoda, szanse na zorganizowanie referendum 26 marca, tak jak było to zaplanowane, są chyba zerowe?
Tak naprawdę kalendarz wypycha nam to referendum gdzieś w okolice maja lub czerwca. Biorąc także pod uwagę ryzyko, że wojewoda znów będzie próbował uchwałę uchylać.

Nie obawia się pan, że to nie koniec kłopotów? Wojewoda, zanim podjął ostatecznie decyzję, zawiesił wcześniej uchwałę referendalną. A to oznacza, że miasto nie powinno np. w tym czasie przygotowywać się do plebiscytu i ponosić związanych z tym kosztów. Tymczasem obkleiliście autobusów miejskich plakatami informującymi o referendum 26 marca. Sfinansowane to zostało zapewne z publicznych pieniędzy.
Sytuacje jest trochę inna. Rada miasta prawomocną uchwałą zobowiązała urząd miasta do przeprowadzenia pewnych działań związanych z referendum. Te działania podjęliśmy, bo - jeszcze raz powtarzam - radni zobowiązali do tego prezydenta miasta swoją uchwałą. W momencie gdy wojewoda zawiesił tę uchwałę, natychmiast przestaliśmy prowadzić jakiekolwiek działania, a te które do tej pory wdrożyliśmy, czyli np. te plakaty, opatrzyliśmy stosowną informacją, że ta uchwała została wstrzymana decyzją wojewody. Tak więc wszystko odbyło się zgodnie z prawem. Co więcej, niektórych zaplanowanych działań nie podjęliśmy z racji tego, że do podjęcia samego referendum rada musi wydać jeszcze 2-3 dodatkowe decyzje. A one również zostały wstrzymane w ubiegłym tygodniu przez samych radnych.

Rozumiem, że co do samej idei referendum w sprawie wielkiej Warszawy, wcale się nie rozmyśliliście?
To decyzja rady, nie prezydenta.

Załóżmy, że do referendum prędzej czy później dojdzie. Co to daje w kontekście planów PiS o stworzeniu metropolii warszawskiej?
Bardzo mocny głos ze strony mieszkańców.

Ale to nie zatrzyma pisowskiego walca.
Ale co w takim razie zatrzyma? Czy mamy czekać jak bezbronne barany, aż nas pozarzynają? Wszystkie samorządy mówią to samo. Gdyby nie było poczucia, że grozi nam coś, czego nie jesteśmy w stanie przewidzieć, podobnie jak to było z wycinką drzew, to samorządy nie skrzykiwałyby się na 16 marca, by zrobić konferencję samorządową w stolicy. Nie chodzi już zresztą o samą Warszawę. Trochę jest tak, że ten wrzód, który PiS nam pompuje, narastał od kilku miesięcy. Najpierw wycinki, potem ustrój miasta, potem dwukadencyjność, jednomandatowe okręgi itd. To wszystko otwiera oczy tysiącom samorządowców, że toczy się zamach na podstawy ustrojowe samorządów. Dlatego nikt nie zamierza siedzieć z założonymi rękami. Dziś mieliśmy spotkanie z ponad 50 gminami z metropolii warszawskiej. Wszyscy mówili wprost, że od co najmniej miesiąca mają poczucie, jakby byli w trybie jakiejś kampanii politycznej oraz że PiS siłą wciągnął ich do dyskusji o rzeczach, których przez lata nikt nie kwestionował.