Timmermans ocenił w wywiadzie dla niemieckiego tygodnika "Die Zeit", że sytuacja w Polsce stanowi "fundamentalne zagrożenie dla państwa prawa". Nie wykluczył zastosowania wobec Polski artykułu 7 traktatu unijnego (pozwala on na nałożenie sankcji na kraj naruszający zasady demokracji i rządów prawa).

- Najpierw chcę jednak debaty z krajami członkowskimi. Przyjmuję, że omówimy sytuację w Polsce w maju w Radzie Ogólnej UE - wyjaśnił. - Kraje członkowskie nie powinny przy tej okazji owijać w bawełnę, tak by rząd polski usłyszał krytykę także od innych, nie tylko ode mnie - podkreślił wiceszef KE.

Prawda pytany o tę wypowiedź odparł: Wszyscy jesteśmy zainteresowani tym, żeby nie było sankcji. Należy zrobić wszytko, co jest jeszcze możliwe, by to nie nastąpiło. Wiemy też, że na sankcje w tej chwili się nie zanosi. 

Jak podkreślił, Timmermans wspomniał w wywiadzie o tym, że sprawa jest w tej chwili przedmiotem również dyskusji państw członkowskich UE. Podkreślił, że jako przedstawiciel KE przedstawia opinię Komisji. - Moją rolą jest robienie, co tylko jest możliwe, by scenariusze pozytywne się spełniły - zaznaczył Prawda.

Dziennikarze zapytali Prawdę, czy jesteśmy bliżej nałożenia na Polskę sankcji. - Jedyny fakt, który jest bezsporny to, że zaplanowano dyskusję na te tematy Polski i Węgier w Radzie Ogólnej. Pierwsza taka możliwość byłaby 16 maja - tyle wynika z wypowiedzi przewodniczącego Timmermansa  - powiedział.

Zaznaczył, że wiceszef KE mówił też, iż prawo unijne musi być wszędzie stosowane w ten sam sposób, że ma to znaczenie dla wspólnego rynku. - Jesteśmy w takiej sytuacji, że państwa członkowskie, nie tylko Komisja Europejska, zwierają szeregi i postanowiły trwać przy swoich zasadach, aby być konkurencyjnym w dzisiejszym świecie  - dodał Prawda.

Timmermans podkreślił w wywiadzie dla "Die Zeit", że "w Polsce demokracja używana jest obecnie do osłabiania państwa prawa. Sędziowie mają robić to, czego chce polityczna większość". Ostrzegł, że jeśli w Europie przewagę zdobędzie pogląd, iż "ten, kto ma większość, decyduje o wszystkim", będzie to oznaczało koniec Unii.

Zaznaczył, że cały system unijnego rynku opiera się na zasadzie, że prawo unijne stosowane jest w krajach Unii w ten sam sposób. - Jeżeli jednak rządy narodowe mogą powiedzieć sędziom: "Tak to wdrażamy, a ty sędzio, zamknij się", to rynek wewnętrzny przestaje funkcjonować - tłumaczy Timmermanns dziennikarzom. Zastrzegł, że KE nie czeka, aż zagrożony zostanie rynek wewnętrzny UE, lecz interweniowała już wtedy, gdy Trybunał Konstytucyjny stał się "obiektem ataków".

Art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej pozwala on na nałożenie w ostateczności sankcji na kraj naruszający zasady demokracji i rządów prawa. Do podjęcia takiej decyzji potrzebna jest jednak jednomyślność przywódców państw UE, której w Radzie Europejskiej nie ma.