Europa tonie, Unia się rozpada, zachodnia cywilizacja umiera, a uchodźcy czyhają na nas z bombami pod pachą. Powtarza to rząd, powtarzają sprzyjające mu media, nawet sąsiad zza ściany przytaknie, gdy go spytać. Jesteśmy przekonani, że nasz negatywny stosunek do uchodźców i imigrantów to racjonalna odpowiedź na zagrożenie. Bujda. Tyle samo w tym prawdy, ile w twierdzeniu, że antysemityzm to reakcja na zagrożenie żydowskie. Przerabialiśmy już to. Obie postawy z tego samego pnia wyrastają i taką samą funkcję społeczną pełnią – w niespokojnych czasach dają proste wyjaśnienia i wskazują winnych.

Ciekawe, jak to sobie państwo wyjaśnią.

W pierwszej połowie lutego tego roku, ledwie półtora miesiąca po krwawym zamachu w Berlinie, gdzie zamachowiec skradzioną ciężarówką wjechał w tłum na jarmarku bożonarodzeniowym, zabijając 12 osób i raniąc ponad 50, badacze z Instytutu Spraw Publicznych zapytali młodych ludzi z sześciu krajów o ich stosunek do przyjmowania uchodźców. Ankietowano 3 tys. osób w wieku 16–24 lat z Czech, Słowacji, Węgier, Polski, Niemiec i Austrii. Pytanie brzmiało: „Czy twój kraj powinien zapewnić schronienie dla uchodźców z krajów objętych konfliktem militarnym lub dla ofiar politycznych prześladowań?”. Polacy, podobnie jak Węgrzy, Słowacy i Czesi, odpowiedzieli zgodnie z naszymi intuicjami – 70–75 proc. było przeciw. Jak odpowiadali Niemcy i Austriacy? Byli za. 73 proc. Niemców i 61 proc. Austriaków. Tak, ci sami Niemcy, którzy w 2015 i 2016 r. przyjęli 2 mln cudzoziemców i których tylko w ubiegłym roku terroryści zabijali w kilku tragicznych zamachach. Oni stwierdzili, że uchodźców należy przyjmować.

Jakieś intuicje? Podręczne wyjaśnienia z forów internetowych znamy. To głupki. Sami się proszą o śmierć. Lewactwo wyżarło im mózgi, więc nie widzą, co się dzieje. Chcą tę muzułmańską szarańczę rozparcelować po Europie, by łatwiej było nas kontrolować. I tak dalej. Rzeczywiście, trudno postawę młodych Niemców zracjonalizować, bo przeczy ona wszystkiemu, co wiemy o świecie. A wiemy swoje – uchodźcy to zagrożenie.

Zatrzymajmy się tu. Nie nad samym stwierdzeniem, bo dowodzić jego słuszności bądź je podważać obie strony mogą godzinami. Zastanówmy się nad czymś innym: jakie lęki w ten sposób przykrywamy. Wcześniej zajrzyjmy jeszcze na fora internetowe. Wielu mówi, że to ściek i szambo, ale ściek również bywa interesujący. Przecież nie bez powodu naukowcy badają, co wyrzucamy do śmieci. Pod artykułami dotyczącymi uchodźców i zamachów internauci folgują sobie bez skrępowania, zwłaszcza że podobno nieskrępowane obrzucanie błotem świadczy o wolności słowa. Ale przecież nie tylko pod nimi. Podobne komentarze można znaleźć na stronach bądź pod tekstami dotyczącymi Żydów.

Próbka? „Wywalić tych wszystkich imigrantów, pakować w samoloty tych przybyłych i tych zamieszkałych podejrzanych, zburzyć meczety i wynocha”. „Wywalić żydów, wywieźć na Madagaskar tę dzicz”. „Karmę trzeba przepracować. Właśnie wróciło do nich to całe zło, które ten nieszczęsny naród czynił”. „Czego tłuku nie rozumiesz? Jak przyjmują w Polsce jakiegoś żyda i dają mu paszport, to on i tak nie będzie Polakiem”. „Ludzie ogarnijcie się!!! Oni Wam wroga wpuszczają do domu i mówią będzie dobrze? To jest chore”.

Można te komentarze przeklejać z jednych tekstów pod drugie, można zamieniać uchodźcę na żyda i odwrotnie – będzie pasować. Bo nie o obcych tu chodzi, ale o nas. To my mamy problem.

Z tymi Niemcami to jednak sprawa bardziej skomplikowana. Zakładać, że nie ogarniają rzeczywistości, to jednak arogancja, więc może czegoś nie wiedzą o świecie, co wiemy my? Ale dlaczego mieliby nie wiedzieć? Bo mają innego premiera? Media? Dali się omamić? Skąd, przecież to im podkładają bomby, to ich zabijają w zamachach, nawet im trudno tego nie zauważyć. Więc jak? Może chodzi tylko o interes? Demografię mają słabą, dzieci się nie rodzą, starych przybywa, a gospodarka od lat na wznoszącej i rąk do pracy brakuje, więc wymyślili, by ściągnąć tanią siłę roboczą. No dobrze, ale mają pod ręką Polaków, Rumunów, Węgrów, Słowaków, po co im ktoś tak obcy kulturowo? Przyjęli kiedyś kilka milionów Turków, od lat przerabiają kłopoty z asymilacją, a Niemcy to naród pragmatyczny, korzysta z doświadczenia. Cóż więc, do licha? Najbardziej wkurza, że my to wszystko widzimy, a oni nie. Bo jeśli nie widzą zagrożenia, coś musi być nie tak. Islamska nawałnica to nie jest czczy wymysł, to pokazują prawie co dzień w telewizji. Bomby i zamachy to codzienność Europy, my na szczęście jesteśmy od tego daleko, ale przecież jeździmy po świecie, naszych też to dotyka...

Stop. Koniec. W tym całym opisie jest błąd. Założenie, że czasy są bardzo niespokojne, że zbliżamy się do krawędzi, a pod nami tylko przepaść, że trwa jakiś konflikt, który zmierza do punktu kulminacyjnego, i nic już nie będzie tak samo. Nawet jeśli tak jest, dotyczy to nas, Polski. Dla poukładanej Europy fala zamachów jest kłopotem, trudnym, ale jednak kłopotem, a nie wypatrywanym w niebiesiech Armagedonem. To my jesteśmy na krawędzi, to my na wszelkie procesy zachodzące poza naszymi granicami patrzymy polskimi oczami. Niemądrze zakładając, że nasz opis i diagnoza są prawdziwe w każdym zakątku ziemi.

Jednym słowem: oni żyją jak co dzień, zmagając się z codziennością, my szykujemy się do wojny.

I co, tłumaczy to jakoś Niemców?

Chyba wciąż nie do końca zdajemy sobie sprawę, w jakim rozkroku stoimy. P0 niema trzech dekadach musimy wymyślić Polskę na nowo i wcale nie jest przesądzone, w którą stronę skręcimy.

Wolnorynkowy kolorowy sen liberałów zmienił się w czarną marę, gdy się okazało, że dykteryjka o przypływie, co podnosi wszystkie łodzie, to bajka dla maluczkich z palca wyssana, a nie twarde ekonomiczne dane.

Demokracja parlamentarna, zasysająca odpady zamiast najtęższych umysłów, obrzydła ludziom równie mocno, jak obstawione wujkami i ciotkami samorządy, w których wszystko kręci się wokół pracy, a nie dobra wspólnego.

Wyedukowani na poziomie licencjackim co najmniej młodzi obywatele zasiedli na kasach w Biedronce, usilnie przekonując siebie i otoczenie, że to tylko na chwilę, a zniesmaczeni takim obrotem sprawy rodzice zwrócili się ku tym, którzy mają odpowiedzi na wszystkie pytania, co z tego, że fałszywe, ważne, że wypowiadane mocnym głosem.

Niby łaknęliśmy świata, ale ten świat zbyt niepolski się okazał jak na nasze wymagania, więc potraktowaliśmy go z pogardą, jak gościa, co wybrzydza nad dobrze wypieczonym schabowym i kapustą.

Urządziliśmy sobie Polskę i ubraliśmy nawet, ale na bazarze, nie u dobrego projektanta. Ciuchy mamy z lumpeksu, co z tego, że trafiają się firmówki, skoro znoszone, a w towarzystwie wciąż mamy wrażenie, że obgadują nas za plecami.

Wiemy, że coś jest nie tak, ale nie wiemy, jak wyjść z dołka. Po 28 latach transformacji mamy kraj, nie mamy społeczeństwa. W dodatku dwaj barbarzyńcy złapali Polskę za rogi i ciągną każdy w swoją stronę, nie bacząc, że materiał niezbyt wytrzymały. Grożą, krzyczą, sztorcują, od reszty żądają jasnych deklaracji i brudnych czynów, bo tylko ci, co wydrą kawałek sukna dla siebie, będą mogli się nim okryć, tylko ci, co włączą się w walkę, będą godni, by się nad Polską pochylić. Sami patrzymy na siebie spod byka, bo tak nam przeflancował mózgi wolny rynek – ten drugi to konkurencja, a konkurencję trzeba niszczyć, albo ja, albo on, dla wszystkich na pewno nie starczy.

Nie wiemy, dokąd zmierzamy, nie mamy przewodników, a jedynie zapijaczonych traperów, w dodatku zbyt nam ciąży bagaż ostatnich lat. Rzeczywiście, katastrofa. Coś się musi zmienić, i to radykalnie. W tę albo we w tę. Demokracja albo twarda pięść. Kaczyński albo Tusk, prawo albo bezprawie. Przełom polityczny, napięcia społeczne, zwał jak zwał, ważne, że musi być zmiana. Dobra albo lepsza, byle zmiana. Jak ci z Europy tacy głupi i nie widzą, że świat się wali na głowę, trudno, zostawmy ich. Nie otworzymy im oczu, skoro nie chcą, nie zmusimy do refleksji, skoro zapomnieli, co to słowo znaczy. My zawalczymy. Mimo strachu, mimo koszmarów, które śnimy co noc.

A te koszmary nieznośne. Męczą nas, dociskają, nawet we dnie łapią nas za gardło. Niepewność to najgorsza mara. Nie daje wytchnienia, zmusza do ciągłego wysiłku i nigdy nie odpuszcza. Ciężko żyć.

Na szczęście są uchodźcy. Jasny sygnał, że mamy rację. Ciągną ze sobą dzieci i tony materiałów wybuchowych, które te dzieci za kilka lat będą zmieniać w wielkie kule ognia. Zasadzają się na nas i na naszą cywilizację. Polskę. Marzą tylko o tym, by postawić u nas meczety a kościoły przerobić na sklepy z chińskimi pamiątkami. Kiedyś zasadzali się na nas Żydzi, teraz oni. Pamiętamy to dobrze, więc wiemy, jak się bronić.

Dziś antysemityzm jest niepoprawny, zakazany przez prawo, niezręcznie tłumaczyć nim niepowodzenia, zwłaszcza w towarzystwie. Co innego imigranckie fobie. Te są trendy, rozgościły się na salonach, można się nimi chwalić i z nimi obnosić. Skarżyć się, że Żyd chce nam zniszczyć kraj? To niesmaczne. Straszyć uchodźcą, co pod płaszczykiem wojny w Syrii niesie Koran, którym będzie nas walił po łbie? Oto opowieść na czasie.

Tak jak kiedyś próbowaliśmy racjonalizować antysemityzm, bo żydokomuna, bo wasze ulice, nasze kamienice, bo protokoły mędrców Syjonu i mace doprawiane krwią niewiniątek, tak dziś próbujemy racjonalizować niechęć do uchodźców. Choć nie widzieliśmy ich na oczy, to wiemy, że na nas czyhają. Uchodźca równa się terrorysta, a muzułmanin to najeźdźca. Choćby miał cztery lata i tonął w Morzu Śródziemnym podczas przeprawy, choćby był wdową z trójką małych dzieci. My sobie wszystko już sami dobrze dopowiemy.

Tak samo dopowiedzieliśmy sobie we wspomnianym na początku badaniu. W żadnym pytaniu związanym z uchodźcami i imigrantami nie użyto słowa „muzułmańscy”. Młodzi Polacy założyli, że chodzi o uchodźców z Syrii i Afryki.

No bo o kogo innego? Jak imigrant, to obcy.