Rekonstrukcja rządu została przesunięta na po głosowaniu nad wnioskiem PO o wotum nieufności dla Beaty Szydło. Jarosław Kaczyński mógł uniknąć demoralizującego spektaklu, przeprowadzając operację szybko. Jest zbyt pewny siebie, aby myśleć takimi kategoriami. Z drugiej strony w tej zwłoce kryje się rozterka. Dlatego rzecznicy tej zmiany wciąż nie są pewni finału.

Do starych wątpliwości doszły nowe. Ot, choćby żądanie Andrzeja Dudy, aby w skład nowego rządu nie wchodził Antoni Macierewicz. Przy czym prezydent zapowiada, że po prostu nie powoła szefa MON. A to on wręcza tekę każdemu ministrowi.

Dla Kaczyńskiego to kłopot. Sam miewa dosyć samowolnych gestów ministra. Ale ma też poczucie, że za Macierewiczem stoją emocje społeczne części PiS-owskiego elektoratu. Na dokładkę, kiedy żądanie prezydenta "wyciekło", prezes jest bliski utraty reputacji wszechmocnego. Znów widać, że rekonstruować trzeba było szybko.

Andrzej Duda sięgał już po rozszerzające interpretacje własnych uprawnień. Kiedy odmawiał zaprzysiężenia wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Albo kiedy odmawiał mianowania sędziów wskazanych przez Krajową Radę Sądownictwa. Większość prawników uważała, że w tych sytuacjach głowa państwa jest tylko notariuszem dopełniającym procedurę, ale niekierującym się własnym osądem. On uznał inaczej. Trudno wskazać przepisy wprost kwestionujące jego logikę.

Jeszcze mocniej można podważać jego decyzję o niemianowaniu ministra, którego wskaże w swoim wniosku premier. Doktryna uznaje, że w systemie parlamentarno-gabinetowym skład rządu jest domeną większości sejmowej. Ta większość wygrywa wybory z programem dotyczącym wszystkich dziedzin życia, także obronności. Jeśli prezydent miesza się do nominacji, staje się kolejnym koalicjantem.

Tyle że PiS popierał poprzednie decyzje rozszerzające uprawnienia prezydenta, bo były w jego interesie. Teraz stanie na straży czystości systemu parlamentarno-gabinetowego? Czy z kolei przeważnie sympatyzujący z opozycją prawnicy będą oprotestowywać prezydencki "dyktat", gdy stawką stanie się zablokowanie znienawidzonego Macierewicza. Nie spodziewam się uchwał rad wydziałów prawa. O ile do publicznego sporu w ogóle dojdzie.

Co najważniejsze, nikt nie ma prawnych narzędzi zablokowania prezydenckiej decyzji. Nawet gdyby Trybunał Konstytucyjny miał okazję się w tej sprawie wypowiedzieć. Wiemy, co ma się dziać z uznanymi za niekonstytucyjne ustawami parlamentu. Prezydent jest za to panem pola. Ma niewiele okazji, żeby okazać swą przewagę nad innymi organami. Ale w tych przypadkach może to zrobić skutecznie – jeśli pominąć fantastyczny scenariusz stawiania go przed Trybunałem Stanu.

Żaden polski prezydent nie zaszedł tak daleko w prawnym rozpychaniu się jak Andrzej Duda. Oczywiście instrument związany z niemianowaniem ministra jest czymś wyjątkowym. Następna wymiana rządu odbędzie się dopiero po wyborach 2019. A po swoim powołaniu ministrowie przed prezydentem nie odpowiadają.

Ale i w bieżących materiach związanych z administrowaniem obronnością i polityką zagraniczną Andrzej Duda przyjmuje maksymalnie korzystną dla siebie interpretację konstytucji. Za kulisami współpracownicy Macierewicza próbują z tym polemizować, ale za Lecha Kaczyńskiego PiS popierał traktowanie tych sfer jako częściowo prezydenckich. Teraz sprzyja temu to, że kłótnia odbywa się w politycznej rodzinie, trudniej powoływać się na wyborców: Duda i PiS wygrali wspólnie. Zresztą być może sam PiS po części potwierdzi taki scenariusz – jeśli rząd Kaczyńskiego zacznie wysyłać prezydenta na europejskie szczyty.

Z ludzkiego punktu widzenia Andrzej Duda odwołuje się do dziedzictwa i przekonań Lecha Kaczyńskiego, u którego boku terminował. I uważa, że tamten, jego prezydent niepotrzebnie wycofał się w roku 2007 z blokowania kandydatury Radka Sikorskiego jako ministra spraw zagranicznych w rządzie Tuska. Oczywiście skrajnie inny był wtedy polityczny układ sił. On jednak ma zamiar być bardziej uparty.

Prezydent próbuje zmieniać ustrój na nadal parlamentarno-gabinetowy, ale z elementami prezydenckimi (mieszanymi). Wymiana rządu, jeśli do niej dojdzie, da mu dodatkową okazję. Niekoniecznie łamie konstytucję. Może wskazać na konstytucyjne deklaracje czyniące go zwierzchnikiem sił zbrojnych i reprezentantem państwa na zewnątrz, także na mandat z powszechnych wyborów. Ustrój to coś żywego, zależnego także od stopnia determinacji poszczególnych graczy. Dlaczego z tego nie skorzystać?