„Nie ma podstaw, by nie wierzyć ofiarom” – powiedziała w radiu TOK FM pani przedstawiana jako ekspertka od spraw przemocy seksualnej. Pani ekspertka mówi jak ekspertka od manipulacji. Miano ofiary nie przysługuje mężczyźnie, na którego pada pomówienie. Prawdziwa ofiara to osoba, której relację można – jako niepodważalną – wykorzystać w politycznym czy ideologicznym sporze.

Może ktoś słusznie powiedzieć, że akurat Wróbel, słusznie kojarzony z prawicą, powinien się od tej sprawy trzymać z daleka. (Widać zresztą na prawicy chorobliwe i radosne poruszenie: oho, jakobini biorą się za łby, nic tylko jeść popcorn i się przyglądać. W radiu publicznym informacja o aferze była przez półtora dnia w czołówkach cogodzinnych newsów). Apeluję zatem o moralnie i intelektualnie słuszną reakcję tych, którzy prawicą całkiem nie są. Piłka jest po waszej stronie.

Rozumiem obawy. Po pierwsze, zachęcanie kobiet, aby wyznawały, nawet po latach, przestępcze zachowania samców, ma moralny sens. Po drugie, w wielu przypadkach dziewczyny czy kobiety nie przebijają się przez mur niedowierzania pracodawców, kolegów, rodzin – i dobrze, by ten mur skruszał. Po trzecie, nie ma co kryć, że broniąc ludzi postawionych w takiej sytuacji jak Dymek, łatwo narazić się na zarzut w rodzaju: Ciekawe, dlaczego tak go broni....

W walce nawet o najszlachetniejsze cele nie wolno dopuścić do tego, aby pseudosąd miał prawo wydawać wyroki śmierci i poniewierać ludźmi przeznaczonymi do odstrzału. Co zrobicie, panie i panowie, jutro, jeżeli wobec jednej z autorek medialnych wyroków któraś młodsza koleżanka postawi zarzut, jak to kiedyś przed laty (podaję przykład wirtualny nieodnoszący się do żadnej konkretnej osoby) ta starsza odprowadzała ją do przedszkola i włożyła łapę... Czy uznamy wtedy z automatu, że nie ma podstaw, by nie wierzyć ofierze? Zerwiemy z obwinioną wszelką współpracę, uznając, że to właściwie niemal pewna sprawczyni, a nie żadna tam obwiniona?

Prawa człowieka są uniwersalne. Żadne zacietrzewienie nie usprawiedliwia ich przekraczania.