Głos poparcia dla Warszawy przyszedł najpierw od wicepremiera Zsolta Semjéna, a potem także Viktora Orbána. O ile jednak Semjén deklarował zawetowanie ewentualnych sankcji, premier był ostrożniejszy i mówił o utrudnianiu ich wprowadzenia. Te szczegóły mają znaczenie. Utrudniać można także zakulisowo, przy stole negocjacyjnym prezentując tradycyjne dla Orbána podejście koncyliacyjne.

Poleganie przez PiS wyłącznie na Budapeszcie może być ryzykowne, by wspomnieć sprawę kandydatury Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej. Budapeszt się jej nie sprzeciwił, mimo lansowania przez PiS Jacka Saryusza-Wolskiego. Orbán niewiele sobie robił z wypowiedzi ministra Witolda Waszczykowskiego, który w  wywiadzie dla „Heti Válasz” stwierdził, że byłoby „nie do zaakceptowania, gdyby tak przyjacielski kraj popierał Tuska”.

– To nic osobistego, to tylko biznes – mówił w „Ojcu chrzestnym” Michael Corleone. Poparcie Tuska nie było zdradą Jarosława Kaczyńskiego przez Orbána. Tak jak poparcie sankcji nie byłoby następstwem ewentualnego braku chemii z Mateuszem Morawieckim. To, co zrobi Orbán, będzie wynikało wyłącznie z interesu Węgier i politycznej wizji jego partii. Na użytek wewnętrzny kolportuje się tezę, że art. 7 to zemsta na Polsce za sprzeciw w sprawie relokacji uchodźców. W ten sposób przygotowuje się elektorat pod sytuację, w której to Budapeszt stałby się kolejną ofiarą artykułu.

Zapewnienie, że Węgry nigdy nie poprą sankcji przeciwko Polsce, pojawiło się w wywiadzie z Orbánem ze stycznia 2016 r. Węgierscy politycy akcentowali właśnie sprawę sankcji, pomijając milczeniem kandydaturę Tuska. Nieprzypadkowo, bo Tusk jest premierowi Węgier znacznie bliższy, niż mogłoby się wydawać. Okres, w którym Węgry bardzo zabiegały o przyjaźń Polski, przypada na lata 2010–2012. Nie chodziło tylko o wspólne zamiłowanie do grania w piłkę nożną, ale o podobne rozumienie procesów politycznych.

Nie bez znaczenia pozostaje także przynależność koalicji Fidesz–KNDP do Europejskiej Partii Ludowej (EPP) w Parlamencie Europejskim. Lider EPP Manfred Weber nie poparł w  maju wymierzonej w Węgry rezolucji PE, choć potem wzywał na Twitterze do wdrożenia procedury praworządności wobec Polski.

Ostatnich kilkanaście dni nie sprzyja solidaryzowaniu się Budapesztu z Warszawą. Cezurą był 8 grudnia. Tego dnia Komisja Wenecka wydała opinie dotyczące ustaw o sądownictwie w Polsce. Michał Tracz z TVN24, który od lat przygląda się pracom komisji, zauważył, że w czasie debaty przedstawiciel Węgier zwracał wprawdzie uwagę, że nie wszystkie proponowane zmiany powinny być przedmiotem krytyki, ale w momencie przyjmowania ostatecznej wersji opinii nie zgłosił głosu odrębnego.

Tego samego dnia węgierskie media informowały o liście, który Tusk wystosował do przywódców europejskich. Zrobił to niemal jednocześnie z pozwem przeciwko Czechom, Polsce i Węgrom do Trybunału Sprawiedliwości UE w związku z niewywiązaniem się z obowiązku relokacji uchodźców. Tusk napisał, że kwotowy rozdział uchodźców okazał się nieskuteczny i podzielił państwa członkowskie. Szef węgierskiego MSZ Péter Szijjártó komentował, że radością napawa to, iż wreszcie jest „poważny europejski przywódca”, który w końcu wypowiedział „powszechnie znaną prawdę”.

Ostatni unijny szczyt, którego tematem była także polityka migracyjna, był pierwszym, który premier Węgier tak obszernie relacjonował w mediach społecznościowych. Przygotował kilka filmów, w których opowiadał o przebiegu rozmów. W pierwszym wskazywał, że jedzie do Brukseli walczyć, zaś w  plecaku ma opinię Węgrów, którzy „odrzucają plan George’a   Sorosa”.

Odrzucenie przymusowej relokacji jest spełnieniem politycznej woli Węgrów, podobnie jak wydzielenie jasnego budżetu na politykę migracyjną. Elementem, który od dwóch lat determinuje dyskurs na Węgrzech oraz retorykę Fideszu wobec Brukseli. To absolutny priorytet Budapesztu. W sytuacji, kiedy Tusk został skrytykowany przez Komisję Europejską za swoje stanowisko, jeden z najmocniejszych głosów wsparcia dla niego może przyjść właśnie z   Węgier.

Istotna z punktu widzenia Orbána będzie też publikacja raportu komisji wolności obywatelskich Europarlamentu dotyczącego stanu praworządności na Węgrzech. Stanie się to w przeddzień planowanych na kwiecień wyborów parlamentarnych, zaś ewentualne głosowanie nad kolejnymi krokami jest planowane we wrześniu. W Brukseli mówi się, że Węgry, a potem Rumunia, mogą być kolejnymi krajami, wobec których zostanie uruchomiony art. 7.

Zmiana retoryki migracyjnej nie oznacza wybicia Orbánowi z rąk głównego antyunijnego argumentu. Premier podkreślał, że wciąż nie ma porozumienia w sprawie polityki migracyjnej, a zatem walka będzie trwała. To przekaz na użytek wewnętrzny. Z drugiej strony Orbán odbył wspólną konferencję prasową z przewodniczącym KE Jean-Claude’em Junckerem, co od lat się nie zdarzało. W relacjach z Brukselą był otwarty i chętnie współpracował.

Po odrzuceniu kwot migrantów postawa Węgier wobec ewentualnych sankcji przeciwko Polsce – mimo zapewnień – przestała być oczywista. Na szali są ważniejsze interesy, szczególnie w kontekście kwietniowych wyborów. Głosowanie w sprawie Tuska pokazało, że polityczna cena braku lojalności wobec PiS nie jest zbyt wysoka. Poparcie Tuska nie wpłynęło na relacje z Polską. W przeciwieństwie do sytuacji sprzed pięciu lat, tym razem o ich dobry stan bardziej zabiega Warszawa. Daje to Węgrom większą swobodę w   podejmowaniu decyzji. A unijne instytucje mają kilka asów w rękawie, by przekonywać Budapeszt, że pójście po linii większości leży w jego interesie.