Grzegorz Kowalczyk: Mijające właśnie 100 dni rządu Mateusza Morawieckiego nie zmieniło tak dużo jak początek rządów premier Beaty Szydło. Czy PiS preferuje dziś jedynie trwanie zamiast przeprowadzania zmian?
Marcin Horała
: Rząd Premiera Morawieckiego to rząd kontynuacji. Beata Szydło objęła swój urząd po zmianie władzy, więc to naturalne, że przeprowadzała więcej zmian. Poza tym obecny rząd musiał poradzić sobie z szeregiem wyzwań na arenie międzynarodowej – mam na myśli m.in. relacje polsko-żydowskie, które nie pozwoliły na zajmowanie się innymi kwestiami. Pamiętajmy, że zbudowanie stabilnej, nowoczesnej gospodarki to wyzwanie na lata, a nie tylko na sto dni. A pomimo to notowania pana premiera są dość dobre. W tak trudnych okolicznościach należy to uznać za udaną inaugurację.

Rząd premier Szydło będzie zapamiętany poprzez wprowadzenie 500 Plus czy zmiany w sądownictwie. Jakie zadania stoją przed obecnym gabinetem?
Przede wszystkim powinniśmy przyspieszyć tempo podnoszenia stopy życiowej Polaków. To oczywiście wiąże się ze wzrostem gospodarczym, ale my zadbamy o to, aby ten wzrost nie był w Balcerowiczowskim stylu, kiedy wskaźniki były dobre, a ludziom żyło się coraz gorzej. Przyznaję tutaj, że np. emeryci ciągle nie odczuli należytej poprawy życia. Podnieśliśmy wyraźne te najniższe emerytury, ale musimy też podwyższyć pozostałe. Musimy coś z tym zrobić. Kolejnym potężnym problemem jest system opieki zdrowotnej. Zgodnie z obowiązującą ustawą, wzrosną nakłady w tym obszarze. Jednak chcemy też wydać te pieniądze rozsądnie, bo pacjenci nie odczują ulgi, jeśli inwestycje będą chybione. Będziemy też walczyć ze smogiem. Jeśli nie poprawimy jakości polskiego powietrza, to faktycznie grożą nam realne kary ze strony Unii Europejskiej. Musimy naprawić lata zaniedbań naszych poprzedników – Platforma Obywatelska nic w tej kwestii nie zrobiła.

Czy w związku ze smogiem będzie wprowadzony zakaz wjazdu samochodów do centrów miast?
Można się nad tym zastanawiać. Osobiście nie popieram tej inicjatywy, chociaż wiem, że takie rozwiązanie istnieje już w niektórych krajach. Pamiętajmy, że nie tylko spaliny samochodowe decydują o zanieczyszczeniu powietrza, lecz także ogrzewanie domów. I to chcielibyśmy poprawić – poprzez wymianę pieców, ocieplanie mieszkań. Musimy to zrobić, bo przecież lepiej przeznaczyć nawet setki milionów złotych na modernizację technologiczną, niż ponosić koszty z powodu kar nakładanych na Polskę przez Unię Europejską z powodu nieprzestrzegania limitów zanieczyszczeń. Niestety, trzeba też wziąć skądś na to środki, stąd pomysł opłaty środowiskowej doliczanej do ceny paliwa. Nie chcemy represjonować kierowców, jednak ten mechanizm pozwoliłby na stałe dotowanie innowacji proekologicznych, niezależnie od kondycji budżetowej państwa.

Czekają nas podwyżki cen paliw?
Orlen i Lotos twierdzą, że są w stanie ponieść te koszty poprzez zmniejszenie swojej marży, bez podnoszenia cen. Natomiast opłata wynosząca 5-10 groszy od litra na poziomie hurtowym wydaje się czymś, co nie będzie odczuwalne dla konsumentów.

Wizyta kanclerz Merkel w Polsce to nowe otwarcie relacji z Niemcami?
Ta wizyta to ważny sygnał świadczący o wysokiej pozycji Polski w całej unijnej polityce. Pamiętajmy, że w 2011 Polska została odwiedzona przez kanclerz Merkel dopiero jako 51. w kolejności państwo, w połowie trwania kadencji. Przyznanie przez panią kanclerz, że Polska też przyjmuje uchodźców, tyle że ze Wschodu, to również duży przełom. Do tej pory Komisja Europejska pod naciskiem Niemiec piętnowała Polskę za niechęć do przyjmowania imigrantów z Bliskiego Wschodu. Dziś widzimy, że ten obszar sporu może stać się nieaktualny. Z Niemcami mamy zresztą dużo zbieżnych interesów. W takich kwestiach jak wojna na Ukrainie mówimy jednym głosem i wspólnie będziemy zabiegać o twardszą reakcję wobec działań Rosji. Chcemy pogłębiać współpracę gospodarczą. Dlatego po wcześniejszym ochłodzeniu relacji z UE, dziś możemy mówić o pewnym ociepleniu. Myślę, że państwa zachodnie już nie patrzą na Polskę jak na petenta.

Temat reparacji można uznać już za zakończony?
W stosunkach międzynarodowych nigdy nie trzeba wykładać naraz wszystkich kart. Reparacje znajdują się w naszej talii, trwają prace parlamentarne w tym zakresie. Przygotowujemy mocne i zdecydowane stanowisko. Na poziomie rządowym na razie nie poruszamy tego tematu. Myślę, że to dobre narzędzie do zmiękczania stanowiska strony niemieckiej w innych sprawach. Poczucie, że lepiej dbać o relacje z Polską, żeby nie być pociągniętym do odpowiedzialności w sprawie reparacji, wzmacnia naszą pozycję. To dla nas korzystne położenie.

A co z Nord Stream 2? Niemcy nie planują wycofać się z tej inwestycji.
W tej kwestii raczej się nie dogadamy. Nie mam złudzeń – bez zmiany niemieckiego stanowiska nie uda się w tej sprawie osiągnąć kompromisu. To, co możemy robić, to rozwijać własne koncepcje, takie jak Baltic Pipe, gazoport w Świnoujściu czy kontakty energetyczne z USA. Cała inicjatywa Trójmorza odgrywa tutaj ważną rolę i przeciwdziała ewentualnemu szantażowi energetycznemu ze strony rosyjskiej.

Jak Polska powinna postąpić w obliczu napięć między Rosją a Wielką Brytanią?
Nie chcemy wychodzić przed szereg, ale będziemy twardo wspierać Wielką Brytanię i inne państwa NATO. Dobrze, że wiele państw Zachodu zauważa, iż Rosja nie jest normalnym państwem działającym według demokratycznych zasad. Nie uznaje więc kompromisów, a pójście względem niej na ustępstwa odczytuje jako dowód słabości. Z Rosją trzeba działać spokojnie, choć zdecydowanie. To od Wielkiej Brytanii zależą dalsze decyzje w tej sprawie, jednak jako nasze państwo sojusznicze może liczyć na pełne wsparcie Polski.