Przyjmijmy, że PiS wie o państwie jedną rzecz. Że prawnicy, prezesi spółek, telewizyjni dziennikarze bez ręcznego sterowania byliby raczej przeciw nim. A ośmioletnie rządy PO jeszcze tę prawidłowość wzmocniły, bo powstało ileś tam linków nieformalnych. Przejęcie wydaje im się najlepszą odpowiedzią. Może to dla antyestablishmentowej partii normalna logika. Sędziowie nas nie polubią, to zróbmy tak, żeby się nas bali.
Mnie czystka w mediach publicznych oburzyła w momencie wyrzucenia z Trójki Marcina Zaborskiego. Przecież on sprawiał równe kłopoty jednej i drugiej stronie. A co do antyestablishmentowości PiS – trudno im o takim wizerunku mówić z Mateuszem Morawieckim czy Jarosławem Gowinem na pokładzie. Z prof. Kazimierzem Kikiem jako kluczowym komentatorem mediów publicznych. Retoryczna antyelitarność jest dla szerokiego wyborcy. Cieszy protest elit: „Boli? Ma boleć. Niech wyją”.

To jest odreagowanie ludzi przypieranych kiedyś do muru. Gowin czy Kik doproszeni później nie zmieniają zasadniczej prawidłowości. Stefan Niesiołowski zapowiadał, że PiS to partia skazana na wyginięcie.
Jest w tym jednak sporo załgania. A walka z establishmentem to w ogóle kiepski cel.

Sam czułem się w czasach przemożnych wpływów Platformy trochę poza systemem.
Ja też.

Więc oni sobie myślą: mamy do czynienia z cudzym boiskiem, obcym, nieprzyjaznym światem. Lepiej go zdobyć i skolonizować niż prowadzić z nim dialog.
Ja tę logikę rozumiem, chodziło o danie wyborcom satysfakcji, lecz także o oparcie polityki na stałym konflikcie. Kaczyński mógł pozyskać ludzi neutralnych dziesiątkami gestów. Nie chciał tego – z rozmysłem. Na tym polegała teatralizacja konfliktu o Trybunał Konstytucyjny. Nie trzeba było tego robić, ale w szczególności nie trzeba było do tego zatrudniać posła Stanisława Piotrowicza. To polega na drażnieniu przeciwnika. Zresztą Kaczyński trochę szedł za metodą Tuska, o którym mówiono, że wali prętem po kratach, żeby denerwować PiS. Ja nie robię z obu liderów wrogów ludu. Niektórzy zarzucają mi nawet, że traktuję ich zbyt empatycznie, tłumaczę, dlaczego tacy są.

Ale poza teatrem może być w rozmaitych ruchach PiS inna logika. Budują system pewnego uzależnienia sądownictwa od siebie, choć to przecież ryzykowne, jeśli przegrają następne wybory. No tak, ale oni chcą ponieść to ryzyko, bo jeśli zostawią to jak jest, będą się dzielić władzą, doznawać ustawicznych kijów w szprychy, a i tak władzę stracą.
Może ktoś w to wierzy. Ale ja się z tym nie godzę. Przejmowanie sądów nie jest receptą na naprawę sądownictwa. Wierzę, że można zbudować telewizję publiczną, która nie będzie antypisowska, ale nie będzie również propagandowa.

Oni mają przekonanie, że w latach 2005–2007 byli zbyt łagodni i stracili szybko władzę. Na przykład prezes Andrzej Urbański, z pisowskiego nadania, oddał część TVP takim ludziom jak Tomasz Lis.
Tak, przejęcie TVP dziś jest skutecznym narzędziem polityki partii. Tak, PiS rządzi w zgodzie z własnym interesem. Ale to nie jest interes państwa jako całości.