Robert Mazurek: To jakaś poza.

ksiądz Adam Jabłoński*: Przez pierwsze dwa lata seminarium waliłem gorzałę, obracałem się w towarzystwie księży, którzy mieli dobre samochody, nowe volkswageny z salonu. Jeździliśmy po Warszawie, jadaliśmy w restauracjach, to było życie!

I to był wystarczający powód, by pójść do seminarium?

U mnie w rodzinie na pieniądze trzeba było bardzo ciężko pracować, chciałem mieć lżej. Ale też rodzina mnie akceptowała, mimo że mnie wyrzucano ze szkół, to nie musiałem zabiegać o miłość rodziców, bo mnie kochali i tak. Więc ja czułem, że gdzieś jest Bóg, który kocha, tylko, kurczę, nigdy z tego kasy nie było!

Kasy?

Tak, bo mnie wtedy można było kupić pieniędzmi i Bóg mnie kupił pieniędzmi. Ja teraz też stosuję biblijną zasadę „Zdobywajcie przyjaciół niegodziwą mamoną”. Jako ksiądz chodzę i rozdaję pieniądze potrzebującym. Trzeba komuś dać na chleb, dam. Trzeba zrobić łazienkę? Zrobię.

Zaraz, mówi ksiądz, że to trwało dwa lata w seminarium?

Bo przyszedł moment nawrócenia.

Tak po prostu?

Przed trzecim rokiem seminarium byłem w takim stanie, że prowadziłem moralnie złe życie, nie miałem kasy na nic, za to straszne długi, bo wszystko, co zarobiłem, oddawałem do domu. I w takim stanie jadę na rekolekcje Odnowy w Duchu Świętym, a tam jakaś babka mówi, że słyszy, iż Pan Jezus chce mi coś powiedzieć. Dobra, to niech mówi. No i słyszę od niej: „Synu mój, ja cię nie opuszczę, ja cię kocham”. No super – myślę – co to za Bóg, skoro go w ogóle nie obchodzi, jak ja żyję, jakie mam problemy, że nie mam pieniędzy? A ona do mnie: „Adam, nigdy tak nie myśl. Ja ciebie naprawdę nie zostawię, tylko mi zaufaj”. I przeżyłem szok.

Ale nadal był ksiądz bez forsy.

Po dwóch dniach jedziemy z klerykami na Jasną Górę, a tam słyszę od kolegi, że w Markach jakaś pani została uzdrowiona z raka i chciałaby wesprzeć finansowo kleryka. I zapłaciła mi za wszystkie lata. Wracamy z Częstochowy, a tu jeszcze wujek przesłał 1,5 tys. zł, więc miałem na swoje wydatki. Po prostu Pan Bóg mnie kupił!

Tak ksiądz to odbiera?

Przemówił do mnie w jedyny sposób, jaki wówczas rozumiałem, pieniędzmi.

Wszystko w życiu księdza jest za pieniądze?

Teraz nie, wtedy było.

W sumie tanio wyszło, to nie były wielkie sumy.

Ale ja je dostałem darmo, rozumiesz? Darmo! To była rzecz niebywała.

To nawrócenie to był szok?

Tak, wszystko jednego dnia! Z miejsca zostawiłem alkohol, teraz mogę pójść po meczu do knajpy, ale się nie napiję. Wystarczy, że głos mam menelski i ludzie myślą, że to z przepicia.

ks. Adam Jabłoński – od 2016 r. naczelny kapelan więziennictwa