Wszystko zaczęło się od pytania, jakie byłemu szefowi klubu PO zadała posłanka PiS. Beata Kempa chciała wiedzieć, czy Zbigniew Chlebowski był kiedyś w restauracji Pędzący Królik w Warszawie. To właśnie w tym lokalu, według Mariusza Kamińskiego, doszło do przecieku w sprawie afery hazardowej.

"Nie byłem nigdy w Pędzącym króliku" - odpowiedział Chlebowski. "Ja też nie" - dodała Kempa. I wtedy się zaczęło. "Może się w takim razie wybierzemy na kolację. Oczywiście po zakończeniu obrad komisji" - mówił, śmiejąc się, poseł. Kempa wyglądała na bardzo zaskoczoną. "Pan mnie zaprasza?" - dopytywała. Ale zaraz potem odparła, że... i tak nie jada kolacji. "Przykromi, odchudzam się" - wyjaśniła. Chlebowski chciał mieć jednak ostatnie słowo:"To wielka dla mnie strata".

Ale to nie była jedyna ciekawa, choć niezwiązana z tematem przesłuchania, wymiana zdań między Kempą a Chlebowskim. Wcześniej były szef klubu PO przekonywał posłankę PiS, że kiedyś w samolocie przeszli na "ty". "Nie przypominam sobie" - odpierała Kempa.