Stało się tak, bo teorii, że jako szef klubu PO nigdy nie ingerował w proces legislacyjny dotyczący ustawy o grach i zakładach wzajemnych i nie pomagał branży hazardowej w świetle innych zeznań i dokumentów, nie da się obronić.
"Nigdy nie ukrywałem, że jestem przeciwnikiem takich dopłat" - mówił. Jak tłumaczył, na rozmowę z Kapicą zdecydował się nie tylko ze względu na to, co usłyszał od
Ryszarda Sobiesiaka, ale przede wszystkim dlatego, że jako szef komisji finansów dysponował wieloma analizami: Polskiej Akademii Nauk, Politechniki Warszawskiej czy Instytutu Badań nad
Gospodarką Rynkową. Dla pomysłu wprowadzenia dopłat były one druzgocące. "Na tym pomyśle budżet państwa tylko by stracił" - zapewniał Chlebowski. Ale gdy Beata Kempa z
PiS spytała go, skąd ma te analizy, nie potrafił jednoznacznie odpowiedzieć. "Ja ich nie zamawiałem. Komisja finansów otrzymywała je z różnych instytucji" - tłumaczył
zdenerwowany. Gdy Kempa dopytywała czy je weryfikował i czy są to te same analizy, którymi dysponowało ministerstwo finansów (komisja posiada negatywną opinie o opiniach wysyłanych przez te
instytucje do resortu finansów), Chlebowski powtarzał jedynie, że ich nie zamawiał. I kolejny raz podkreślał, że na nikogo nie naciskał, a dopłaty z projektu ustawy nawet na moment nigdy nie
zniknęły.
Chlebowski określa Ryszarda Sobiesiaka jako swojego znajomego, którego poznał pięć lub sześć lat temu. Znajomość z nim określa jako bardzo luźną - "widzieliśmy się może trzy
razy". Nie wyklucza jednak, że mógł z nim pójść na wódkę. Dokładnie wie też, że Sobiesiak wrócił już do kraju, i że chce stanąć przed komisją. Pytany dlaczego zdecydował
się interweniować w sprawie związanej z Sobiesiakiem spółki Golden Play (ministerstwo finansów odmówiło tej firmie przedłużenia koncesji na prowadzenie salonu gier) tłumaczy, że rozmowa,
którą odbył w tej sprawie z ministrem Kapicą była jedynie informacyjną i nie była niczym niezwykłym.
czytaj dalej
"Było pewnie mało istotne" - tłumaczy. Zapewnia, że rozmowa na pewno nie dotyczyła ustawy hazardowej ,a prawdopodobnie interesów Sobiesiaka związanych z jego inwestycją w
Czorsztynie. Chlebowski podkreśla, że cmentarz w Marcinowicach nie jest dla niego miejscem przypadkowym - często odwiedza tam grób zmarłej siostry. Skąd wziął się tam Sobiesiak.
"Umówiłem się z nim we Wrocławiu, ale zorientowałem się, że nie dojadę tam na czas. Więc poprosiłem naszego wspólnego znajomego o przełożenie tego spotkania właśnie do
Marcinowic, przez które miałem przejeżdżać" - wyjaśniał. Początkowo spotkanie miało się odbyć na stacji benzynowej. Chlebowski przyjechał jednak wcześniej i poszedł na cmentarz
odwiedzić grób siostry. Gdy wracał, podszedł do niego Sobiesiak. Członkowie komisji nie byli w stanie dowiedzieć się od Chlebowskiego kto spotkanie zainicjował: on czy biznesmen.
Członkowie komisji cytowali Chlebowskiemu fragmenty jego rozmów z Sobiesiakiem miedzy innymi ten dotyczący dopłat: "To wyłącznie moja zasługa. Blokuję sprawę dopłat od
roku" - mówił Chlebowski. Przed komisją nie potrafił wyjaśnić, o co mu wtedy chodziło. W końcu powiedział, że jeśli komisja chce, może uznać, że okłamał wtedy Sobiesiaka.
Równie niewiele miał do powiedzenia na temat "wojny, którą stoczył w czwartek", a o której w lipcu rozmawiał z biznesmenem
Jego zdaniem były szef CBA kłamał przed komisją, manipulował materiałami ze śledztwa i ukrywał dowody świadczące na korzyść Chlebowskiego. Polityk PO zapewniał też, że wbrew zeznaniom
Kamińskiego nigdy o sprawie nie rozmawiał z wiceministrem gospodarki Adamem Szejnfeldem i nigdy nie kazał mu blokować dopłat do automatów. Chlebowski nazwał Kamińskiego
„ochroniarzem zła”, który chciał za wszelką cenę ukryć nieprawidłowości, do których doszło przy ustawie hazardowej za czasów rządów PiS. "Chciano obniżyć
podatek od wideoloterii dla jednego konkretnego podmiotu. Skarb Państwa straciłby miliardy złotych" - argumentował Chlebowski.