Do czwartku, kiedy prezydent leci do Davos, usterki w rządowym Tu-154 nie da się usunąć - rozkładają ręce mechanicy. Dlatego Lech Kaczyński musi przesiąść się do mniejszego jaka.

Co to oznacza dla prezydenta? Mniejszą delegację i mniej wygód, za to dłuższą podróż. Radio RMF, które dowiedziało się o usterce tupolewa, zapytało kancelarię Lecha Kaczyńskiego, czy lot starym i pamiętającym jeszcze czasy komunizmu jakiem nie umniejszy jego prestiżu.

"Wstydu raczej nie będzie" - usłyszał dziennikarz w Kancelarii Prezydenta. W Davos nie ma bowiem lotniska. Wszystkie maszyny lądują w Zurichu, a do kurortu politycy docierają samochodami.