Stworzono specjalną stronę www.zapytajpremiera.pl., na której znajdują się wszystkie informacje o debacie. Pytania można zadawać przez Facebooka, BLIP-a, Twittera, Flakera oraz GoldenLine.

Debata odbędzie się jednocześnie w formie tradycyjnej - z udziałem grupy internautów - oraz wirtualnej, z wykorzystaniem dostępnych serwisów społecznościowych. Będzie można ją śledzić dzięki transmisji on-line na stronie internetowej premiera - www.premier.gov.pl. Formuła dyskusji jest wypracowywana wspólnie z internautami.

Rzecznik rządu Paweł Graś powiedział, że celem debaty jest przekonanie internautów i blogerów, że żadne z działań podejmowanych przez rząd nie godzi w wolność internetu i nie zagraża internautom. "Będziemy ścigać w internecie przestępstwa, będziemy ścigać i blokować sprawców przestępstw, a nie internautów" - podkreślił.

Rzecznik rządu zastrzegł jednocześnie, że - jeśli rzeczywiście okaże się, iż rząd czegoś nie dopatrzył i jakieś rozwiązania mogą godzić w wolność internetu - to po konsultacjach z internautami, będzie takie rozwiązania usuwać. "Na pewno dopóki Donald Tusk jest premierem, nie pozwoli, żeby wolność internetu była ograniczana przez jakiekolwiek urzędy, czy przepisy" - podkreślił.

List z zaproszeniem do debaty Tusk skierował do internautów we wtorek. Premier podkreślił, że śledzi ich opinie w sprawie projektu noweli ustawy o grach hazardowych, wprowadzającego rejestr stron niedozwolonych. "Zdecydowałem, że jeszcze raz przyjrzę się projektowanej ustawie. Intencją mojego rządu jest zapobieganie wykorzystywania internetu do rozpowszechniania pornografii dziecięcej, oszustw finansowych czy nielegalnych gier hazardowych, a nie ograniczanie wolności w sieci. Spróbujmy to razem pogodzić" - napisał szef rządu.

Projekt nowelizacji ustawy z listopada 2009 r. o grach hazardowych ma m.in. wprowadzić zakaz urządzania gier hazardowych w internecie. Internetowe strony hazardowe, które będą łamały ten zakaz, zostaną - jeżeli nowelizacja wejdzie w życie - umieszczane w tzw. rejestrze usług i stron niedozwolonych. Rejestr miałby prowadzić prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej; o wpisanie danej strony do rejestru mogłyby wnioskować: policja, wywiad skarbowy i służba celna.

Internauci zebrali 77 tys. podpisów pod listem do prezydenta z apelem o zawetowanie nowelizacji. Autorzy listu uważają, że to "bardzo niebezpieczny i sprzeczny z interesem obywateli" pomysł. "O ile słusznym jest założenie, że w internecie powinno obowiązywać takie samo prawo jak w innych rejonach przestrzeni publicznej, to realizacja tego postulatu przez rząd nijak ma się do zasad takich jak gwarantowana konstytucyjnie wolność wypowiedzi. To, co planuje się wprowadzić jest po prostu nową formą cenzury, znanej (...) dobrze z poprzedniego ustroju" - piszą internauci w liście opublikowanym w sieci. Wśród sygnatariuszy apelu są politycy, dziennikarze, wykładowcy akademiccy, przedsiębiorcy.

W piątek z internautami - protestującym przeciwko wprowadzeniu tzw. rejestru stron niedozwolonych - spotkał się szef Kancelarii Prezydenta Władysław Stasiak. Jak powiedział, wniosek ze spotkania jest taki, iż "potrzebna jest szersza rozmowa w ogóle na temat wolności w internecie, ale także na temat sposobu ochrony interesu publicznego w sieci". W komunikacie umieszczonym na stronach Kancelarii Prezydenta podkreślono, że przedstawiciele środowisk internautów tłumaczyli, że proponowane rozwiązania zezwalające na blokowanie niektórych stron internetowych, mogą doprowadzić do cenzury internetu i ograniczenia wolności słowa.