Czy Unia każe nam rozebrać autostrady
Komisja Europejska ani w tym, ani w przyszłym roku może nie otrzymać od polskiego rządu żadnego wniosku o dofinansowanie inwestycji drogowych z programu na lata 2007 - 2013. Dlaczego? Bo Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad realizuje wiele inwestycji z naruszeniem prawa unijnego. W najlepszym wypadku może nas to kosztować miesiące opóźnień w budowie najważniejszych dróg. W najgorszym - nawet stratę miliardów euro - pisze DZIENNIK.
- W 2011 pojedziemy autostradą z Gdańska do Torunia
- Brakuje nam tysiąc kilometrów dobrych dróg
- Kończą się unijne pieniądze
- Tusk: Jesteśmy najlepsi w Europie. W czym?
- Kibice nie pojadą autostradami na Euro 2012
- Grabarczyk: Nie walczę o stołki, ale o drogi
- Chińczycy zbudują nam stadiony za pół ceny
- Miażdżący raport NIK o budowie autostrad
- Prawdziwa historia "Gierkówki"
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Odpowiedzialna w rządzie za dotacje unijne minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska zagrała zdecydowanie. "Zagroziła, że nie wyśle do Brukseli żadnego wniosku, który nie
będzie idealnie przygotowany" - mówi nasz informator z rządu. Co na to GDDKiA? "Nie widzimy niebezpieczeństwa" - odpowiada Łukasz Dybkowski z dyrekcji dróg. Dzisiaj
jednak, jak wynika z ustaleń ministerstwa, tylko odcinek drogi S7 Grójec - Białobrzegi mógłby liczyć na akceptację Brukseli.
"Pani minister Bieńkowska martwi się, bo takie jest jej zadanie" - uspokaja szef gabinetu politycznego premiera Sławomir Nowak. I dodaje: "Jej resort musi nawet
przesadzać w sygnalizowaniu zagrożeń, byle tylko uchronić przed faktycznym zagrożeniem utraty środków unijnych.
Z pieniędzy zapisanych w Programie Operacyjnym "Infrastruktura i Środowisko" Polska ma wybudować blisko 650 km autostrad oraz 2200 km dróg ekspresowych. To największy taki program w historii Unii Europejskiej. Bruksela przeznaczyła na ten cel blisko 28 mld euro dofinansowania. Istnieje realne niebezpieczeństwo, że dużą część tej kwoty możemy stracić.
Jak ustalił DZIENNIK, minister Bieńkowska przedstawiła premierowi informację, z której wynika, że zagrożone może być aż 73 proc. unijnej dotacji. Dlaczego? Minister ostrzega, że w GDDKiA
wystąpił - jak czytamy w dokumencie - "istotny problem z niezwłocznym wdrożeniem działań naprawczych". Jak rozumieć te słowa? Po pierwsze GDDKiA zleca dla planowanych
inwestycji drogowych tylko jedną analizę ich wpływu na środowisko naturalne. A Bruksela wymaga sporządzenia dwóch. Pierwszej, gdy zapada decyzja o lokalizacji drogi. I drugiej, gdy decyduje
się jej ostateczny przebieg oraz kształt (ilość tuneli, wiaduktów czy estakad).
Dyrekcja dróg zapewnia, że robi wszystko zgodnie z prawem. Problem w tym, że zgodnie z prawem polskim, ale nie unijnym.
Ale to nie wszystko. Jak wynika z notatki, do której dotarł DZIENNIK, ponad połowa inwestycji przecina tereny z tzw. shadow list. To obszary, które organizacje ekologiczne zgłaszają do Brukseli
jako uzupełnienie programu Natura 2000. Najczęściej Komisja Europejska uwzględnia ich postulaty i dołącza te tereny do listy obszarów ściśle chronionych.
Czy to znaczy, że nie można na nich budować dróg? Można, ale jest to ryzykowne. Każde zaniedbanie kończy się fatalnie: wstrzymaniem budowy i koniecznością korekty, jak w Dolinie Rospudy,
odebraniem dofinansowania, a nawet nakazem rozbiórki szkodliwej dla środowiska inwestycji. Dziś to zagrożenie dotyczy projektów, na które przypada aż 55 proc. unijnych środków.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!