"Wczoraj rano przedstawiciele Platformy broniąc ministra Ćwiąkalskiego, kierowali się swoimi przekonaniami i partyjną solidarnością. Wieczorem liderzy PO znali już zapewne wyniki zamówionych specjalnie przez kancelarię premiera sondaży, których wyniki musiały być dla rządu druzgocące" - pisze Piskorski.

"Dlatego premier nie wahał się ani chwili, aby poświęcić ministra sprawiedliwości na ołtarzu sondażowych słupków" - podkreśla dawny polityk Platformy.

"Strach pomyśleć, co się stanie, jeśli ważną decyzję przyjdzie mu podejmować w dzień wolny od pracy… dla ośrodków badania opinii publicznej" - dodaje Piskorski, naśmiewając się z premiera Tuska.