Bo jak wyglądałaby Polska, gdyby nie było wyborów w 2007 roku? "Były minister Janusz Kaczmarek siedzi w więzieniu w Rawiczu, przekształconym na karny oddział dla oligarchów, i stuka przez ścianę zaszyfrowane wiadomości Dornowi, którego szczęśliwie posadzono razem z Sabą. Gosiewski - skazany za niefortunne użycie słów: <Jarku ty mój> - w ramach robót publicznych zamiata peron we Włoszczowie, jedynie Karski zdążył uciec meleksem na Cypr i tam podobno montuje rząd na uchodźstwie" - pisze Palikot.

>>> Przeczytaj o szczegółach medialnej ofensywy PiS

Sam Jarosław Kaczyński "przeżywa najlepszy okres swojego życia: zapisał się na kurs prawa jazdy i dostał kartę kredytową z PKO BP, wprawdzie jeszcze jej nie użył, ale już wybiera się do bankomatu. Poza tym, za radą Bielana, oświadczył się Szczypińskiej, a ta oświadczyny przyjęła. Młodzi jeszcze nie sypiają razem, ale <Fakt> i <SuperExpress> już ogłosiły, że jako pierwsze będą miały zdjęcia z nocy poślubnej".

Jednak, jak pisze Palikot, to sielskość jest jedynie pozorna. "W takiej oto Rzeczpospolitej Obojga Kaczorów (...) od dwóch miesięcy nie mamy gazu, gdyż Rosja po wojnie w Gruzji i poparciu Sakaaszwilego przez polskiego prezydenta ostatecznie zakręciła nam kurek. W Europie szaleje recesja, traktat niepodpisany, mieszkańcy Unii domagają się wstrzymania pomocy dla Polski, bo sami żyją coraz gorzej. Na życzenie wodza zwiększamy deficyt budżetowy solidarnego państwa, skacze inflacja, rząd przedstawia projekt ograniczenia uprawnień opozycji, bo <za dużo sobie pozwala>.

"Przedstawiam tę apokaliptyczną wizję przeczuwając, że w serialu spotów telewizyjnych PiS-u pojawią się wkrótce kolejne odcinki: powyższa opowieść nadaje się świetnie na scenariusz propagandowej telenoweli, pod tytułem <Jak by to było cudownie, gdybyśmy nie przerżnęli wyborów…> Na szczęście wybory w 2007 roku odbyły się" - stwierdza na koniec Janusz Palikot.