Jak w ostatniej chwili namówić talibów, żeby zmienili zdanie, zrezygnowali z żądań politycznych i zaczęli rozmawiać o pieniądzach? - to jedno z głównych pytań, na które szukają dziś odpowiedzi członkowie sztabu kryzysowego w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. To kilka osób, pracowników resoru i specjalistów od spraw bezpieczeństwa.

"Do tej pory liczyliśmy na to, że groźby porywaczy to element gry prowadzonej z pakistańskim rządem. Chcemy, żeby radykałowie zrezygnowali z żądań politycznych i postawili warunki finansowe. Niestety, na razie nie ma o tym mowy" - przyznaje osoba z MSZ.

Sztab kryzysowy zbierze się dziś dwa razy. Pierwsze posiedzenie już trwa. Specjaliści oceniają kolejny raz sytuację. Wiadomo, że jest ona niezwykle trudna. Polak przebywa na terenie, w którym toczą się ciągłe walki. W dodatku nie jest znane dokładne miejsce jego uwięzienia, więc nie można go odbić.

Chociaż pracownicy MSZ nie chcą o tym mówić, to wiadomo że sztab musi też być przygotowany na najgorszą możliwość - śmierć Polaka.

30 stycznia porywacze postawili ultimatum, że jeśli do 4 lutego władze Pakistanu nie wycofają swoich oddziałów z ziemi radykałów i i nie wypuszczą kilku islamskich bojowników, to Polak zginie. Jest więcej niż pewne, że pakistański rząd tych żądań nie spełni.

Inżyniera firmy Geofizyka Kraków uprowadzono 28 września 2008 r. Porywacze na miejscu zabili trzech towarzyszących mu ludzi - ochroniarza i dwóch kierowców. Są radykałami. Porwany przez nich inżynier rzeczywiście może zginąć.