Zarówno premier Donald Tusk, jak i prezydent Lech Kaczyński zgodnie wczoraj zapewnili, że kłótni o krzesło nie będzie. "Nie dojdzie w tej sprawie do spięć" - zapewnił premier Donald Tusk. "Porozumieliśmy się, ale na czym polega to porozumienie, dowiecie się państwo za kilka dni" - tajemniczo odpowiadał na pytania dziennikarzy prezydent Kaczyński.

"Nie będzie żadnej kłótni o krzesło. Jeśli będzie tylko jedno, ktoś pewnie ustąpi" - stwierdził nieco później w studiu TVN 24 Adam Bielan.

Dlaczego Polska otrzyma tylko jedno miejsce na szczycie? "Wysłaliśmy zaproszenia dla jednej osoby z każdego kraju. To nieformalny trzygodzinny szczyt. Przy stole nie będzie miejsca ani czasu do zabrania głosu dla większej liczby osób niż po jednej na kraj UE. Nie ma wyjątków, takie są zasady" - oświadczył anonimowo przedstawiciel czeskiego rządu Polskiej Agencji Prasowej.

Również członkowie polskiego w rządu w nieoficjalnych rozmowach przyznają, że są małe szanse, aby Czesi zmienili zdanie i przyznali dodatkowe miejsce Polsce. Dlaczego? Przedstawiciele administracji premiera Mirka Topolanka nie chcą na szczycie obecności znanego z poglądów eurosceptycznych prezydenta Czech Vaclava Klausa i dlatego nie chcą tworzyć precedensu z dodatkowym krzesłem dla Polaków.

Jak zatem z sytuacji chcą wybrnąć polski prezydent i premier, którzy publicznie poinformowali, że razem polecą na szczyt? Jeden z wariantów zakłada, że prezydent Kaczyński poleci do Brukseli, ale spotka się jedynie z dziennikarzami i ustąpi miejsca szefowi rządu.