Naszym żołnierzom pali się grunt pod nogami
Ghazni to piąta pod względem aktywności rebeliantów prowincja Afganistanu. Dane mówią same za siebie. Jeszcze przed przeprowadzką do czterech górskich baz polskich żołnierzy jesienią 2008 roku liczba aktów przemocy wzrastała w ekspresowym tempie. Zestawiając ze sobą lata 2008 i 2007, ataki na afgańskie siły bezpieczeństwa i zagraniczne oddziały wzrosły o 100 proc.
- Tusk na razie nie zwolni ministra obrony
- Premier przeczyta o śmierci żolnierza
- Nie ma sprzętu dla żołnierzy w Afganistanie?
- Kapitan zginął, próbując zabić snajpera
- Wrócili po kolegę. Sami stali się celem
- Tusk: Żołnierze czekali za długo na pomoc
- Więcej polskich żołnierzy w Afganistanie?
- Śledczy zbadają okoliczności śmierci kapitana
- Żołnierze nie dostaną tego, o co walczą
- Słabe punkty akcji w Afganistanie
- Ranni żołnierze mają pretensje do rządu
- Polacy wpadli w zasadzkę przez zdrajcę?
- Do końca ratował kolegę, choć sam był ranny
- Hekmatiar: Nie będzie pokoju dopóki okupacja się nie skończy
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -14°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
W tym roku prawdopodobnie zostanie pobity rekord: zbliżają się wybory i do starć z planującymi je zerwać rebeliantami dochodzi niemal codziennie.
Dane obrazujące skalę przemocy to zresztą tylko część problemu. Z sondaży przeprowadzonych przez UNHCR wśród lokalnej ludności wynika, że Ghazni jest na czwartym miejscu wśród prowincji najbardziej podatnych na talibską propagandę. Wyprzedzają je tylko absolutne bastiony rebelii - prowincje Kandahar, Helmand i Nurystan. Czy zatem Polacy dokonali dobrego wyboru, przenosząc oddziały z sąsiedniej Paktiki i Paktii właśnie do Ghazni?
Od wiosny tego roku w Ghazni niemal przez cały czas polskie oddziały prowadzą operacje, które mają udowodnić, że tak. Założenie polskiego dowództwa jest jasne: lokalna ludność musi uwierzyć, że to nie talibowie są panami sytuacji - nie należy więc opowiadać się po ich stronie, tylko po stronie legalnych władz.
>>>Ranni żołnierze mają pretensje do rządu
26 lipca zakończono operację "Clean Space" (Czysty Teren), która miała oczyścić położony na północny wschód od stolicy prowincji - miasta Ghazni - pasztuński dystrykt Raszidan. Wcześniej prowadzono antytalibską akcję "Eagle Feather" (Orle Pióro). W dystrykcie Adżristan wciąż trwa operacja "Over the Top" (Przez Szczyt). Właśnie podczas niej talibowie dokonali zasadzki na złożony z Polaków i Afgańczyków oddział, w którym zginął polski kapitan, a rannych zostało czterech innych polskich żołnierzy.
Wojsko zapewnia, że akcje takie jak "Over the Top" czy "Clean Space" przynoszą zakładane rezultaty. "W rejonach, gdzie do tej pory albo w ogóle nie było afgańskiej policji i wojska, albo te siły były rachityczne, powraca spokój, a rebelianci nie czują już się jak u siebie" - mówił nam jeden z oficerów polskiego Dowództwa Operacyjnego, które odpowiada za misję afgańską. Problem jednak w tym, że żadna z takich akcji wcale nie przetrzebia szeregów talibskich. Ofiar po stronie przeciwnika jest niewiele, bo ten za każdym razem woli wycofać się w góry i skutecznie atakować z ukrycia - dokładnie tak, jak było w poniedziałek.























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!