"W związku z końcem wakacji zorganizowaliśmy sobie z żoną królewski dzień. Śniadanie na zewnątrz, stół na trawie skąpany w słońcu o 10ej; jajecznica na dojrzałych domowych pomidorach i pączki z różą" - napisał Janusz Palikot na swoim blogu na Obnet.pl. "Potem spacer dnem strumienia do jeziora i kąpiel w dzikim jeziorze. Woda już zimna więc fantastyczne orzeźwienie po kąpieli. Leżenie nago na deskach nagrzanego słońcem pomostu".

>>> Palikot: Ten rząd ma przecież sukcesy

"Powrót do domu na 15tą. Obiad z Frankiem; sznycel ze świeżej cielęciny z gałką muszkatołową i sałatka austryjacka (pisowania oryginalna - red.) na zimno (jajka, ziemniaki, cebula - wszystko z majonezem) do tego gewarztraminer z Alzacji. Popołudniowa sjesta w hamaku w starym sadzie. Spacer przez łąkę z dziećmi i trochę zajęć przed jutrzejszym (dzisiejszym) wyjazdem" - opisuje.

>>> Palikot na wakacjach: Je...ne Mazury

Potem był jeszcze lot balonem nad suwalskim lasem i kolacja przy kominku. "Sandacz dziki z Wiżajn - dziś nie z rosołu i pieca - po prostu smażony, świeża, zielona fasola z oliwą i parmezanem, i brizol na koniec; młoda wołowina cienko krojona rzucona na rozgrzane masło na chwilę, do tego oddzielnie duszona cebula - też na maśle. Na deser lekko podgrzane czarne porzeczki podane z ryżem gotowanym na wiejskim mleku, a do tego wybitny wybór win. Do ryby chablis z piwnicy Pica , pachnący wilgotną piwnicą , a przy tym pełny, tłusty burgund, dalej do fasoli - zupełnie genialne węgierskie Rubino na bazie merlota: bardzo zrównoważone , czereśniowe. I wreszcie do mięsa saint-emilion z 1998 – wprost zachwycające z przewagą czarnej jagody w smaku. Do deseru nalewka z głogu – farmaceutyczna w smaku. I spać! O czwartej pobudka i wyjazd (mój) do Wawy.