Prokuratura zdobyła dowody na funkcjonowanie w Polsce więzień CIA dzięki zapisom w ustawie o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Agencji Wywiadu. Wymusiły one na AW przekazanie prokuraturze ściśle tajnych materiałów, na podstawie których przedstawiono zarzuty Zbigniewowi Siemiątkowskiemu oraz przygotowano wniosek o postawienie przed Trybunałem Stanu Leszka Millera. Sęk w tym, że ustawa ta powstała właśnie za rządów Millera.

Można zatem śmiało stwierdzić, że były premier sam na siebie ukręcił bicz. Choć sam szef SLD prokuratorskie śledztwo w sprawie rzekomych więzień CIA nazywa zdradą polskiej racji stanu.  Ci, którzy się zajmują tymi przeciekami, ściśle tajne śledztwo sprzedają za dwa złote. Tajemnice państwa polskiego są tyle warte – tak w mijającym tygodniu komentował w mediach sprawę więzień CIA.

Jak wynika z informacji, do których dotarł DGP, służby specjalne robiły co w ich mocy, aby wymigać się od przekazania prokuraturze archiwalnych materiałów o klauzuli "ściśle tajne" dotyczących więzień CIA. Po kolejnej odmowie prokuratura zwróciła się do pierwszego prezesa Sądu Najwyższego o udostępnienie informacji na podstawie pkt 6 art. 39 ustawy o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Agencji Wywiadu – mówi jeden z rozmówców DGP.

Ten przepis zarezerwowany jest właśnie dla takich wyjątkowych sytuacji; kiedy służby odmawiają przekazania prokuraturze lub sądowi materiałów dotyczących "zbrodni godzącej w życie ludzkie lub przeciwko życiu i zdrowiu". Zgodnie z treścią artykułu muszą je wtedy bezwzględnie przekazać pierwszemu prezesowi Sądu Najwyższego, który je ocenia i decyduje, czy wniosek śledczych jest uzasadniony. Sam prezes Sądu Najwyższego Sławomir Dąbrowski potwierdził oficjalnie, że na potrzeby śledztwa w sprawie więzień zdecydował o zwolnieniu kilku funkcjonariuszy państwowych z obowiązku zachowania tajemnicy państwowej.

Taki nadzwyczajny tryb został wprowadzony, aby zachować demokratyczną kontrolę nad służbami specjalnymi. Ironią losu jest, że przepis został przygotowany właśnie przez rząd Leszka Millera i przez niego skierowany do parlamentu – komentuje szef parlamentarnej komisji kodyfikacyjnej i były minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski. Oficerowie służb, z którymi rozmawialiśmy, komentują sprawę krótko: To politycy rozbrajają służby, a później dziwią się, że sami mają kłopoty.