- To sprawa wymiaru sprawiedliwości. No na miły Bóg! Ta pani była winna dwa tysiące złotych. Gdyby ją aresztowali na miesiąc, to koszt utrzymania to następne dwa tysiące. Dzieci, następne trzy tysiące. Powinna zostać wezwana do prac społecznych, do innych rzeczy. Nie w takiej formule, dlaczego od razu zamykanie? – powiedział Stanisław Żelichowski, komentując aresztowanie mieszkanki Opola, której dzieci zostały odesłane do pogotowia opiekuńczego.

Polityk PSL stwierdził, że błędna była decyzja, która doprowadziła do rozdzielenia rodziny, niezależnie od tego, czy wydarzyło się to w dzień czy w nocy. – Najmniej bym obciążał policję. Policjanci, którzy tam szli, uczestniczą w innych interwencjach, na przykład przeciwko bandytom stadionowym. Oni mają inną skórę – dodał Żelichowski. - Ale powinni mieć zwoje – rzuciła Monika Olejnik.

Ze Stanisławem Żelichowskim zgodził się prof. Tomasz Nałęcz, doradca Prezydenta RP. - Mi się w głowie nie mieści zachowanie sądu, więc poszukiwanie winnego w policji jest nieporozumieniem. W praworządnym państwie policja nie interpretuje postanowień sądu, a ja dziwię się dobremu samopoczuciu sędziego. To sąd to powinien sprawdzić – mówił Nałęcz.

Przechodząc do rozmowy z Adamem Hofmanem Monika Olejnik przypomniała słowa Leszka Millera, który stwierdził, że Polska za Kaczyńskiego i Tuska się nie różni, bo kiedyś policja wchodziła do mieszkań o 6 rano, a teraz o 23. - My łapaliśmy bandytów, a tu wyciąga się dzieci w piżamkach z łóżeczka – odpowiedział liderowi SLD Hofman.

Zdaniem Hofmana ta sprawa wpisuje się w ciąg wydarzeń, w których nie ma nikogo osobiście odpowiedzialnego za popełnione błędy. Wymienił historię dachu Stadionu Narodowego, podmienione ciała ofiar katastrofy smoleńskiej i właśnie aresztowanie w Opolu. – Cieszmy się dalej, niech nam Tusk rządzi. (...) Możemy zamykać oczy i mówić, że nie ma winnych, ale to jest obraz państwa, którym od pięciu lat rządzi Donald Tusk. Gdyby komendant poleciał, to następny wszcząłby procedury i przejrzał sprawy. Musi być odpowiedzialność personalna, a w tym rządzie tego nie ma – mówił rzecznik PiS.

Zdaniem posłanki Solidarnej Polski, Beaty Kempy, policjanci powinni w momencie ustalenia, że w mieszkaniu są małoletnie dzieci, powinien odstąpić od czynności i napisać raport, który stanowiłby podstawę do zawiadomienia sądu karnego i rodzinnego. - Musimy zrewidować przepisy dotyczące pieczy zastępczej. Przegłosowaliście ustawę, która pozwala urzędnikom zabierać dzieci z domu, nawet bez pokwitowania – mówiła Kempa.

Zdaniem Wojciecha Olejniczaka sąd źle postąpił, decydując się na areszt, ale wina leży również po stronie policji. – Jest dzielnicowy, który powinien się tym zainteresować, żeby pójść tam w ciągu dnia i dowiedzieć się o co chodzi. Są inne metody, niż przychodzenie o 22. Zadziałała tu brutalna litera prawa i są tego konsekwencje – mówił europoseł SLD, odnosząc się do niedawnej wypowiedzi Jarosława Gowina, który powiedział, że „ma w nosie” literę prawa.

Andrzej Halicki również nie zdecydował się na bronienie policji. – Policjant musi wykonywać decyzje, ale jeśli trafi na człowieka podpiętego do kroplówki, to nie może tego zrobić. Dokładnie tak samo jest z dziećmi – mówił poseł PO. Przypomniał, że Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zdecydowało się na zmianę przepisów. – Te przepisy są precyzyjne, ale trzeba to doprecyzować. Minister Cichocki powiedział, że wymieni w zarządzeniu sytuacje, w których powinna być chwila na sprawdzenie informacji – dodał Halicki.