Jest jednak wyjątek. W przypadku prób odwołania władz samorządowych próg zostałby podwyższony. Aby referendum w sprawie odwołania wójta, burmistrza czy prezydenta było ważne, powinno wziąć w nim udział co najmniej tyle osób, ile zagłosowało w wyborach, w których wyłoniono tego samorządowca.

Rewolucja nie ma żadnego związku z obecną sytuacją w Warszawie, gdyż zmiany mają wejść w życie od nowej kadencji władz gmin, powiatów i województw. 

Ma to być rodzaj kontraktu - mieszkańcy zyskają większy wpływ na decyzje dotyczące lokalnych spraw, w zamian za większą stabilność władz. 

- Referendum merytoryczne to ogromna władza, bo bez względu na frekwencję jest wiążące, ale musi być władza, która jego wyniki będzie wdrażać – uzasadnia pomysł prezydencki minister Olgierd Dziekoński.

Nie zmieniają się natomiast wymagane progi dotyczące zgromadzenia odpowiedniej liczby podpisów pod wnioskiem. Kancelaria Prezydenta powołuje się na przykład Szwajcarii, gdzie dokładnie taki model działa i na nim wzorowali się autorzy ustawy.

Projekt przewiduje, że jeśli z referendum merytorycznego mieszkańców będą wynikały istotne skutki dla budżetu samorządu, to jej władze będą mogły przeprowadzić kolejne referendum w sprawie samoopodatkowania mieszkańców.

Jeśli wówczas nie będzie zgody, rozwiązanie nie zostanie wdrożone. –To jasne, jeśli w budżecie gminy jest 2 mln zł na drogi i z referendum będzie wynikało, że ma być budowana akurat w tym miejscu a nie w innym, to to nie rodzi żadnych dodatkowych kosztów - wyjaśnia Dziekoński. 

Oprócz tego ustawa zawiera kilkadziesiąt innych artykułów regulujących mechanizmy współdecydowania mieszkańców o sprawach lokalnych. Chodzi po pierwsze o wprowadzenie inicjatywy uchwałodawczej dla mieszkańców samorządów, na wzór obywatelskiej inicjatywy zgłaszania ustaw.

Po drugie uregulowane będą też kwestie wysłuchania publicznego czy konsultacji na poziomie lokalnym. 

Ustawa zawiera także przepisy dotycząca ułatwienia współpracy między samorządami oraz wzmocnienia ich roli. Ustawa ma doprecyzować zgodnie z konstytucją, że w sprawach lokalnych, o ile jakieś zadania nie są zastrzeżone dla innych władz, samorząd może podejmować się ich wykonania. – O tym mówi konstytucja. Niestety orzecznictwo poszło inna drogą, że to gmina musi wykazać podstawę decyzji. A przecież podstawą jest interes mieszkańców – podkreśla konieczność takiego doprecyzowania prof. Jerzy Regulski, jeden z autorów reformy samorządowej, który współpracował przy tworzeniu projektu prezydenta. 

Jak ustawa zostanie przyjęta w Sejmie? Na razie partie czekają na projekt. - Sporo rozwiązań jest sensownych, część budzi wątpliwości samorządowców. Będziemy dyskutować i się jej przyglądać - mówi Waldy Dzikowski z PO. - Będziemy pozytywnie spoglądać na te propozycje, które przybliżają władze obywatelom i decentralizują władzę – deklaruje rzecznik PSL Krzysztof Kosiński.

Sejm musi pracować dosyć szybko, choć czasu jest mało. Warta w samorządach zmienia się na jesieni przyszłego roku.