Mowa m.in. o prof. Mirosławie Piotrowskim, który miał dostać w Lublinie jedynkę, a znalazł się na drugim miejscu. Z kolei Urszula Krupa nie dość, że wylądowała w Łodzi, to jeszcze na trzeciej pozycji. Co więcej, jak pisze "Newsweek"  na liście znalazł się także popularny w radiomaryjnym elektoracie poseł Robert Telus. 

- Ojcu Tadeuszowi na nim nie zależało. To Kaczyński umieścił go tam po to, żeby rozbić głosy środowiska i osłabić kandydaturę Krupy -  mówi osoba kojarzona z rozgłośnią.
Podobnie była także innych okręgach - na Podlasiu pominięto Krzysztofa Jurgiela, w Poznaniu Andrzejowi Jarowskiemu dano trzecie miejsce.

Decyzję w sprawie listy w Toruniu o. Rydzyk odebrał zresztą jako policzek, bo zamiast na Jaworskiego Kaczyński postawił tam na prof. Andrzeja Zybertowicza, człowieka niewierzącego, można przeczytać w tygodniu.

Wiadomo także, że kiedy Joachim Brudziński i Mariusz Błaszczak pojechali udobruchać ojca Rydzyka, ten nawet ich nie przyjął. Do posłów wyszedł inny z duchownych i powiedział tylko: - Ojciec dyrektor nie będzie miał przyjemności z panami rozmawiać ani dziś, ani w najbliższym czasie.

- Ojciec nie może zrozumieć, dlaczego Kaczyński tak go potraktował, zaufanie zostało stracone i nic go już nie przywróci. To początek końca tego sojuszu - mówi anonimowo jeden z rozmówców. 

Kilka dni później sam o. Rydzyk skomentował, że prezes na własne życzenie przegra wszystko i że jeszcze się kiedyś przejedzie na swoich doradcach.