Wyobrażam sobie kandydowanie w 2015 z list PO - mówi w rozmowie z "Rzeczpospolitą" Ludwik Dorn. Nie wyklucza też, że zamiast walki w wyborach parlamentarnych wybierze posadą w Kancelarii Prezydenta. Zapewnia jednak, że do rządzącej partii nie przyjdzie na takich zasadach, na jakich dołączyli do niej Michał Kamiński i Joanna Kluzik - Rostkowska. Nie pójdę do PO, jeśli biletem wstępu ma być mizianie. Ja się z nikim miział nie będę - zapowiada człowiek, który do niedawna był jednym z najbliższych współpracowników lidera PiS.

Skąd ta wolta? Polityk powołuje się na Słowackiego - teraz jesteśmy z ducha wytrzeźwieni - bracia rozumni - czciciele pieczeni - przypomina jeden z wierszy wieszcza. Z PiS-em nie wiążę żadnych nadziei na zmianę na lepsze w Polsce, nie dlatego, że mnie nie wezmą na listy, ale dlatego, że są ekstatyczni. Im ojczyste grobowce przy dźwięku fletni skaczą jak owce, a jak ktoś się unosi w stratosferze, to nie widzę szans, by go ściągnąć na ziemię - mówi.

Dla mnie PO to bracia rozumni - czciciele pieczeni. Uważam, że łatwiej można tchnąć w nich ducha, niż pogrążonych w ekstazie pisowców ściągnąć na ziemski padół - dodaje.

Polityk zapewnia też, że nie jest oportunistą. Gdybym tylko chciał jakoś dotoczyć się do emerytury, bo wiadomo, 60 lat, z czegoś trzeba żyć, to znacznie łatwiej byłoby mi to uzyskać w PiS. Bo oportunistą to mógłbym być przy Jarosławie Kaczyńskim, a nie przy Bronisławie Komorowskim - mówi. Mnie dużo łatwiej byłoby zostać oportunistą przy formacji, którą się współtworzyło, której nawę się wymyśliło. A zostać oportunistą w formacji, z którą się było przez lata w konflikcie, nie wynegocjować żadnych sensownych warunków politycznych? Nie, to nie do przełknięcia - podsumowuje.