Latkowski przekonywał, że nie zarejestrowano całości zdarzeń podczas akcji śledczych w redakcji "Wprost".

- Państwo nie zobaczycie całego przebiegu tego, co się działo. Trwało to około trzech godzin, a zarejestrowano około godziny. Chwilami w małym gabinecie było 10-11 osób - mówił.

CZYTAJ WIĘCEJ: "Wprost" składa zażalenie na działania prokuratury

Podkreślał przy tym, że - jego zdaniem - funkcjonariusze nie byli przygotowani do zrobienia kopii binarnej, z kolei komputerów pracownicy nie chcieli oddać, bo "musieliby na nowo zorganizować sprzęt, żeby w ogóle powstał tygodnik".

Zapytany przez jednego z dziennikarzy, redaktor naczelny "Wprost" mówił także o swoim laptopie.

- Nie użyto siły fizycznej? A jak można wyrwać laptopa w rąk? Wykręcając ręce. Funkcjonariusz po lewej stronie zaczął mi wyłamywać palce. Chwycił za mały palec. Gdyby nie ludzi, którzy weszli do gabinetu, musiałby ten palec wyłamać. Nie mieli nawet kompetentnych ludzi - fachowca, który wie, że nie łapie się za jeden palec, bo można wyłamać - wskazywał przy tym. 

CZYTAJ WIĘCEJ: Prokuratura zaprezentowała film z akcji w tygodniku "Wprost"

Także Michał Majewski, dziennikarz "Wprost" podkreślał, że prokuratura użyła siły. - Funkcjonariusze ABW powalają redaktora na fotel i próbują wyrwać mu laptopa - wskazywał. 

Stwierdził, że prokuratura kłamie oskarżając dziennikarzy o agresję. - Sylwester przedstawiał argumenty prawne. Nie ma mowy o tym, żeby ktoś z nas – przypis red.) używał przemocy i był agresywny - dodał.

Latkowski podczas konferencji zwrócił także uwagę, że "prokurator Smoliński był irytujący. Miał cały czas uśmieszek na twarzy i bezczelnie się zachowywał. Zwracaliśmy mu uwagę, żeby nie robił tego. Wyglądało jakby miał radość z tego, co się dzieje. Prowokował i był wyzywający".